fbpx

Używamy plików cookies do zbierania informacji dotyczących korzystania z serwisu Muzeum Warszawy i jego oddziałów. W każdej chwili możesz zablokować obsługę plików cookies w swojej przeglądarce. Pamiętaj, że zmiany ustawień w przeglądarce mogą ograniczyć dostęp do niektórych funkcji stron internetowych naszego serwisu.

Aktualności

01.04.2021 / Aktualności, Spacery warszawskie

Spacer: Śladem mieszkańców Starówki sprzed 100 lat

Spacer: Śladem mieszkańców Starówki sprzed 100 lat

Zapraszamy na podróż w głąb czasu! Podczas spaceru poznacie najciekawsze osobistości, które mieszkały w Warszawie XIX i XX wieku.

Kto mieszkał w kamienicach na Starym i Nowym Mieście? Kogo inspirował codzienny widok na Wisłę? Niektóre z postaci są Wam znane ze szkolnych podręczników. Pozostałe poznacie może po raz pierwszy. Niech staną się Waszymi przewodnikami po historii Warszawy i zmieniającym się charakterze miasta w kolejnych wiekach.

Przygotowaliśmy mapę, na której zaznaczyliśmy miejsca związane z ciekawymi postaciami zamieszkującymi Stare i Nowe Miasto. Mapę można otworzyć w aplikacji Google Maps na swoim telefonie, klikając w prostokąt w jej prawym, górnym rogu. Żeby wrócić do opisów poszczególnych miejsc, należy wrócić do przeglądarki i tej strony.

Czas trwania: 2h

Dla kogo: dla młodzieży i dorosłych ciekawych historii Warszawy

Zaczynamy na ulicy Brzozowej przy wejściu na Kamienne Schodki.

Stare i Nowe Miasto w XIX-XX wieku

Czasy świetności Starego i Nowego Miasta odchodzą w niepamięć wraz z władzą królewską i niepodległością kraju. Warszawa staje się kolejno miastem pruskim, a następnie rosyjskim. I choć miasto rozbudowuje się, prace podejmowane na terenie dzielnicy staromiejskiej mają głównie charakter rozbiórkowy.

Niszczejący Zamek jest cieniem budowli z czasów królewskich. Centrum miasta przenosi się na południe, m.in. za sprawą kolei żelaznej. Stare i Nowe Miasto stają się zmarginalizowaną dzielnicą miasta, które przez ponad 80 lat ma zablokowany rozwój w kierunku północnym w związku z wybudowaną Cytadelą.

Warszawa lewobrzeżna zostaje otoczona podwójnym pierścieniem fortów z zakazem wznoszenia budynków murowanych. Jej zabudowa zagęszcza się, a licznie napływająca do miasta ludność w większości mieszka stłoczona w nędznej, stawianej bez planu zabudowie. Wnętrza kamienic staromiejskich zajmuje głównie biedota, a kto nie musi, nie pojawia się w tej części miasta.

Sytuacja ulega powolnej zmianie wraz z początkiem XX wieku. Odzyskanie niepodległości w 1918 r. przyspiesza proces zmiany postrzegania najstarszych części Warszawy i wzmaga chęć przywrócenia im choć częściowo dawnego charakteru. Za prezydentury Stefana Starzyńskiego zostaje odsłonięta część średniowiecznych murów od Barbakanu w kierunku Bramy Pobocznej.

Jednak II wojna światowa przerywa dalsze plany. Na szczęście Niemcom nie udaje się zrealizować ich koncepcji, tzw. planu Pabsta, zakładającej m.in. zastąpienie Zamku Królewskiego Halą Ludową, a Kolumny Zygmunta – pomnikiem Germanii. Paradoksalnie, niemal całkowite unicestwienie dzielnicy staromiejskiej po wojnie daje szansę na pełną jej odbudowę w najlepszej historycznej szacie. Owocuje to wpisem Starego Miasta na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO w 1980 r.

STARE MIASTO

Kamienne Schodki

Zdjęcie wąskie schody prowadzące fo góry między dwoma kamienicami.
J.G., Warszawa, ul. Kamienne Schodki, przed 1918. Źródło: Polona

Spójrzcie na kamienne schody, które prowadzą na płytę Rynku Starego Miasta. Nocą nie ma tu żywego ducha. Ciemna, brudna, cuchnąca uliczka biegnąca po stoku skarpy zapisała się w historii dziewiętnastowiecznej Warszawy jako miejsce odwiedzin niecodziennego gościa – Napoleona Bonaparte (1769-1821).

Cesarz francuski znalazł się tu w grudniu 1806 roku, podczas swojego pierwszego pobytu w Warszawie. Chciał możliwie najkrótszą drogą dojść do brzegu Wisły, którą widział z okien Zamku Królewskiego.

Postanowił osobiście przekonać się o możliwościach obrony Warszawy od strony Wisły. Wybrał się tam w towarzystwie kilku marszałków i księcia Józefa Poniatowskiego. Wygląd ulicy był opłakany, wszędzie leżały stosy nieczystości. I choć Napoleonowi podobał się widok panoramy Pragi, stan sanitarny tego zakątka doprowadził go do frustracji. Jak pisze kronikarz warszawski Franciszek Kurowski cesarz nie zraził się przykrym przejściem i zszedł ku Wiśle tym brudnym ustroniem, o którym sprawiedliwe acz niepochlebne wyrzekł zdanie.

Wygląd tego miejsca nie zmienił się aż do początku XX wieku, odstraszając co wrażliwszych przechodniów. Uliczka była symbolem zaniedbania Starego Miasta. Kontrastowała z elegancją ulic śródmieścia, zamieszkałych przez zamożnych warszawiaków.

Brzozowa 6/8

Pola Gojawiczyńska w swoim mieszkaniu, 1935, źródło: NAC

Naprzeciwko wejścia do Centrum Interpretacji Zabytku, na ścianie domu u zbiegu Brzozowej i Celnej widzimy tablicę poświęconą Poli Gojawiczyńskiej (1896-1963).

W okresie międzywojennym była jedną z najpopularniejszych powieściopisarek. Jej twórczość stanowi istotne źródło wiedzy o Warszawie i jej mieszkańcach.

To właśnie tu Gojawiczyńska napisała swoją najbardziej znaną powieść „Dziewczęta z Nowolipek”. Opowiada ona historię czterech młodych mieszkanek Muranowa. Wybór miejsca akcji nie był przypadkowy. Gojawiczyńska urodziła się w Warszawie, a jej ojciec prowadził warsztat stolarski właśnie przy Nowolipkach. Powieść realistycznie opisuje codzienność robotniczej ludności miasta, w dużej mierze pozbawionej perspektyw na lepsze życie i awans społeczny.

Autorka nigdy nie zdobyła wykształcenia. Już w 1905 roku została wydalona ze szkoły za udział w strajku. Gojawiczyńska miała zdolność trafnej obserwacji i niezwykłą umiejętność odtwarzania codziennego życia. O popularności, jaką zdobyła jej powieść świadczy fakt, że już w roku 1937 została zekranizowana w filmie pod tym samym tytułem.

Stąd w 1943 roku po aresztowaniu Niemcy przewieźli Gojawiczyńską na kobiecy oddział Pawiaka, czyli tzw. Serbię. Szczęśliwie, po kilku miesiącach udało się jej opuścić więzienie. Doświadczenia z czasu odosobnienia spisała we wspomnieniach wydanych pt. „Krata”.

Pola Gojawiczyńska dwukrotnie została uhonorowana nagrodą literacką Warszawy. Została pochowana w Alei Zasłużonych Cmentarza Powązkowskiego.

Ulica Kanonia 8

Obraz. Portret starszego, siwego mężczyzny w mundurze
Ludwik Grabowski, Portret Artura Oppmana, Or-Ota, 1964, MHW 17825

Po lewej stronie od wejścia do kamienicy, po oknem pierwszego piętra znajdziecie tablicę poświęconą jednemu z jej mieszkańców. Postaci tej nie sposób pominąć podczas spaceru po Starym Mieście. Artur Oppman (1867-1931) to pisarz i poeta i varsavianista, który w swojej twórczości w wyjątkowy sposób ukazał atmosferę Starej Warszawy.

Pochodził z rodziny o niemieckich korzeniach, przybyłej z Turyngii na początku XVIII wieku.

Już jego przodkowie zapisali się chlubnie w historii. Dziadek uczestniczył w powstaniu listopadowym 1830 r., a ojciec był powstańcem styczniowym w 1863. Sam Artur Oppman po odzyskaniu niepodległości przez Polskę, jako ochotnik, mimo zaawansowanego wieku, zaciągnął się do Wojska Polskiego, aby walczyć o kształtujące się wówczas granice. Właśnie w mundurze możemy go zobaczyć w Gabinecie Portretu Muzeum Warszawy.

Jednak historia zapamiętała go przede wszystkim jako człowieka, którego prawdziwym orężem przez większą część życia było pióro. Umiejętności pisarskie zaczął rozwijać już w szkole średniej. Następnie studiował filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim, której nie ukończył. Z Krakowa wrócił do Warszawy i tu nawiązał współpracę z periodykami, które publikowały jego artykuły.

Zamieszkał właśnie tutaj, w domu przy Kanonii 8, którego właścicielem został w 1915 roku. Adres ten od początku stał się kulturalną enklawą, którą odwiedzali licznie artyści i przyjaciele poety. Byli wśród nich Bolesław Prus, Stefan Żeromski, Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Bolesław Leśmian, Wojciech Kossak i  Władysław Reymont. Obok tego ostatniego został pochowany w Alei Zasłużonych na Starych Powązkach. Pogrzeb odbył się z pełnymi honorami wojskowymi.

Mówiono często że, tak jak Reymont ukochał wieś i jej mieszkańców, tak Oppmana zauroczyli prości i ubodzy mieszkańcy Starego Miasta. Bolesław Prus napisał o nim: Język Oppmana jest nie sztuczny, ale jasny i przejrzysty […]. Poeta kocha dzieci, czci kobiety, a mnóstwem serdecznych nici jest przywiązany do Warszawy, do Starego Miasta, jego kościołów, domów, uliczek, do jego ludzi skromnych, maluczkich, którzy zamieszkiwali poddasza i sutereny, ale kiedyś służyli ojczyźnie i wolności.

W 1925 roku ukazały się, wydane z myślą o najmłodszych, „Legendy warszawskie”, które pieczołowicie zebrał i opracował. Przyniosły mu one największy rozgłos. W 1928 roku otrzymał nagrodę literacką miasta Warszawy za całokształt twórczości.

Warto wspomnieć anegdotyczną historię powstania pseudonimu, którym posługiwał się Artur Oppman. Gdy miano opublikować jeden z jego pierwszych wierszy, onieśmielony tym faktem postanowił podpisać się jedynie skrótem od imienia i nazwiska: Ar. Op. Prawdopodobnie na skutek pomyłki zecera w druku ostatecznie ukazał się skrót Or-Ot. Oppman pozostał przy nim.

Posłuchaj, co działo się na Rynku Starego Miasta i jak się zmieniał w XIX i XX wieku.

Ulica Piwna 6

Rysunek kobiety siedzącej przed drzwiami do kamienicy w otoczeniu gołębi.
Włodzimierz Joachim Bartoszewicz, Gołębiarka z ulicy Piwnej, 1954, MHW 19652

Powojenną odbudowę staromiejskich kamienic architekci wykorzystali do polepszenia w nich warunków mieszkaniowych. Na ile było to możliwe przebudowano wnętrza mieszkań, doświetlono i powiększono ciasne podwórka.

Jednak bardzo ściśle przestrzegano jednej reguły. Elewacje miały zachować możliwie wiernie swe historyczne kształty. Odstępstw od tej zasady poczyniono dosłownie kilka. Jednym z przykładów jest kamienica przy Piwnej 6, a dokładnie znajdujące się nad portalem wejściowym kamienne gołębie.

Mieszkająca tu Kazimiera Majchrzak (1873-1947) skromna, emerytowana urzędniczka jeszcze przed wybuchem wojny stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych mieszkanek Starego Miasta.

Codziennie wychodziła ze swojego domu i na pobliskim placu Zamkowym dokarmiała gołębie. Niektórzy twierdzili, że kupowała dla nich nawet po kilka kilogramów ziarna. Szybko zyskała wśród sąsiadów przydomek gołębiarki. Jednak mało kto przypuszczał, że ta starsza kobieta nie zmieni swojego zwyczaju nawet w obliczu wojny i okupacji. Pani Majchrzak każdego dnia pojawiała się na placu Zamkowym, by dokarmiać liczne gołębie.

Dopiero opanowanie Starego Miasta przez Niemców 2 września 1944 r. sprawiło, że gołębiarka zniknęła z placu Zamkowego. Jednak nie był to koniec tej historii. Kazimiera Majchrzak pojawiła się na staromiejskich ruinach, gdy tylko powrót był możliwy. Dotarła na Piwną 6, do swojego domu zamienionego teraz w wypalone ruiny. Mimo bardzo trudnej sytuacji znów najważniejsze stały się dla niej gołębie. Jej konsekwencja dawała nadzieję innym powracającym na Stare Miasto. Są jednak rzeczy, których wojna nie zmienia. O Kazimierze Majchrzak napisało „Życie Warszawy”. Stała się też  bohaterką jednego z wydań Polskiej Kroniki Filmowej.

Gdy rozpoczęto odbudowę domów, na czas remontu musiała opuścić Piwną. Nie zdążyła doczekać końca prac. Wówczas to architekci w uzgodnieniu z mieszkańcami postanowili upamiętnić lokatorkę kamienicy. Portal odbudowanego domu zwieńczono kamiennymi gołębiami, mimo że nie było ich tu w tej formie nigdy wcześniej.

Dodaj tu swój tekst nagłówka

Wojciech Jaruzelski, Lech Wałęsa i Bronisław Geremek (z prawej), 1989, źródło: Polona

Na ścianie domu przy Piwnej 25 znajduje się tablica. Upamiętnia mieszkającego w nim przez prawie 50 lat profesora Bronisława Geremka (1932-2008). To postać, która odegrała jedną z kluczowych ról w kształtowaniu naszej polityki krajowej i zagranicznej.

Z Warszawą był związany od urodzenia. Pochodził z żydowskiej rodziny i do wybuchu wojny mieszkał na Nowym Mieście. Podczas wojny trafił do getta. Wraz z rodziną wydostał się stamtąd 1942 r.

Po wojnie przez pewien czas mieszkał na Żoliborzu, następnie na Pradze, a potem przeprowadził się na Piwną. Początkowo mieszkał na 1 piętrze, później przeniósł się do większego mieszkania piętro wyżej. Ponoć jednym z głównych powodów przeprowadzki była konieczność zmieszczenia olbrzymiego księgozbioru, który posiadał.

Sąsiedzi z Piwnej mówili o nim, że woda sodowa nigdy nie uderzyła mu do głowy. Ani w czasie gdy działał w opozycji, ani później gdy już był „na fali” i jako minister jeździł autem z kierowcą. Nigdy się nie wywyższał.

Pracował też jako historyk w Instytucie Historii PAN przy Rynku Starego Miasta 31. Specjalizował się w historii i kulturze średniowiecza. Do 1968 r. był członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, z której odszedł po interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji. Coraz aktywniej angażował się w działalność opozycyjną. W latach 80. został m.in. doradcą NSZZ „Solidarność”. W stanie wojennym został internowany przez władze. Był wówczas bliskim współpracownikiem Lech Wałęsy.

Profesor Geremek w latach 1997-2000 pełnił funkcję ministra spraw zagranicznych i to on sygnował swoim podpisem akcesję Polski do Paktu Północnoatlantyckiego (NATO) w 1999 roku.

Zginął tragicznie w wypadku samochodowym. Został pochowany na Powązkach Wojskowych w Alei Zasłużonych.

Ulica Piekarska 5

Czarno białe zdjęcie kobieta w chustce nachylajaca się nad siedzącym mężczyzną.
Michalina Wisłocka z Bułatem Okudżawą podczas kiermaszu książek w Warszawie, 1992, źródło: NAC

U zbiegu ulic Piekarskiej i Rycerskiej stoi narożna kamienica. Podejdźcie do niej od strony Rycerskiej i odnajdźcie niewielką tablicę upamiętniającą kobietę, która zapisała się w naszej historii jako autorka prawdziwej rewolucji obyczajowej.

Mowa o Michalinie Wisłockiej (1921-2005). Urodziła się w Łodzi. Doktor nauk medycznych, ginekolożka i seksuolożka w 1978 roku wydała książkę pt. „Sztuka kochania”.

Książka ta była swoistym popularnonaukowym podręcznikiem, omawiającym sferę życia intymnego, seksu i antykoncepcji. Napisana bez tabu i wydana w końcówce lat 70. XX wieku była pozycją, która wielu bulwersowała i gorszyła. Wisłocką oskarżano o deprawację i hedonizm. Jednak pierwszy nakład liczący sto tysięcy egzemplarzy rozszedł się w kilka dni. Łączny nakład wszystkich jej wydań wyniósł ok. 7 milionów sztuk.

Historia pracy nad książką, następnie walka o jej publikację, a przede wszystkim burzliwe i dramatyczne życie prywatne zostały zekranizowana w filmie pt. „Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej”, który wszedł do kin w 2017 roku.

Wisłocka znana była z bezpośredniego i ciętego języka. Na początku lat 80., gdy mieszkała już przy Piwnej 5, zadzwonił do niej ówczesny doktorant Zbigniew Izdebski. Prosząc o konsultację i spotkanie zapytał Wisłocką o adres. W odpowiedzi w słuchawce usłyszał: Mieszkam tam, gdzie Kiliński ma mnie w d…. Po chwili konsternacji zamówił taksówkę i kurs pod pomnik Kilińskiego.

W ten sposób doszło do ich pierwszego spotkania, które przerodziło się w wieloletnią przyjaźń. Po śmierci Michaliny Wisłockiej już profesor Zbigniew Izdebski był inicjatorem upamiętnienia jej w tym miejscu stosowną tablicą.

Ulica Podwale 24

Czarno białe zdjecie. Kobieta w długiej sukni pozuje w studiu fotograficznym w zaaranżowanej scenografii.
Portret Marii Konopnickiej, wykonany w latach 80-tych XIX wieku w Warszawie, AF 19512

U zbiegu Podwala z Piekarską leży potężny głaz niemal dokładnie w miejscu, gdzie przed wojną stała kamienica o adresie Podwale 24.

Budynek sam w sobie nie wyróżniał się niczym szczególnym. Był jednym z wielu, które tworzyły zwartą zabudowę mieszkalną w miejscu przebiegu średniowiecznych murów obronnych Starego Miasta. Mury zostały odsłonięte na tym odcinku dopiero podczas wojny, a zrekonstruowane już po jej zakończeniu.

Najważniejszy jest fakt, że przez trzy lata mieszkała w tym domu poetka i nowelistka Maria Konopnicka (1842-1910).

Przyjechała ona do Warszawy wraz z dziećmi niedługo po rozstaniu z mężem. Pracowała jako korepetytorka, ale możliwość utrzymania zapewniała jej też zyskująca coraz większe uznanie twórczość. Duże miasto pozwoliło Konopnickiej również na zaangażowanie się w liczne akcje społeczne. Warszawa była miejscem jej  pobytu aż do 1890 roku. Wówczas opuściła ją na stałe. Osiadła w podkarpackiej wsi Żarnowiec, w dworku przekazanym jej jako dar od narodu polskiego.

Maria Konopnicka miała okazję bliższego zapoznania się ze Starym Miastem i okolicą znacznie wcześniej nim zamieszkała w domu na Podwalu. Już jako nastoletnia dziewczyna, w latach 1855-57, była mieszkanką stancji prowadzonej przez Zakon Sióstr Sakramentek w ich klasztorze przy pobliskim Rynku Nowego Miasta. Dziś i tam znajdziemy upamiętnienie jej pobytu, tym razem w formie tablicy.

Maria Konopnicka doczekała się w Warszawie również pomnika. W 1966 roku niewielki monument odsłonięto w Ogrodzie Saskim. Fundatorami okazały się dzieci. Pod egidą redakcji „Płomyczka” zorganizowały zbiórkę makulatury, z której dochód przeznaczono właśnie na realizację projektu.

Ulica Nowomiejska 20 (Barbakan)

Czarno białe zdjęcie kamienicy
Ulica Nowomiejska 18,20 – fragment tzw. Piwnicy Gdańskiej, miejsca urodzin Papcia Chmiela, źródło: Archiwum Państwowe Referat Gabarytów

Przed II wojną światową w miejscu wschodniej części zrekonstruowanego Barbakanu, stała wielka kamienica o adresie Nowomiejska 20. Stojąc w otoczeniu ceglanych murów wyobraźcie sobie jej potężną elewację pełną okien.

To w tym domu przyszedł na świat Henryk Jerzy Chmielewski znany jako Papcio Chmiel (1923-2021), autor przygód „Tytusa, Romka i A’Tomka”. Legendarne już przygody Tytusa de Zoo i „uczłowieczających” go harcerzy są najdłużej ukazującą się polską serią komiksową, wydawaną od 1957 roku.

Papcio Chmiel w swoim bogatym dorobku artystycznym ma też autobiografię o wymownym tytule „Urodziłem się w Barbakanie”. Aż do wybuchu wojny większość murów obronnych była zabudowana kamienicami. Dom Chmielewskiego nazywany był Piwnicą Gdańską. Dawniej pełnił funkcję składów towarów kupców gdańskich. Papcio Chmiel w swoich wspomnieniach mówił o wejściu do piwnic, które znajdowało się dokładnie pod arkadami dzisiejszej suchej fosy.

Jerzy Henryk Chmielewski w momencie wybuchu wojny miał 16 lat. W pierwszych dniach września, tuż przed otoczeniem miasta przez armię niemiecką, opuścił Warszawę. Powrócił do niej po kapitulacji. By utrzymać siebie i rodzinę zajmował się szmuglem żywności ze wsi do Warszawy.  Kupował ją w zamian za buty, które znajomy szewc, z Podwala przeniósł do ich domu ze swojego sklepu. Jak wspominał, najtrudniejsze było znalezienie stopy pasującej rozmiarem do konkretnych butów.

Na początku 1943 roku Chmielewski wstąpił do Armii Krajowej, gdzie otrzymał pseudonim „Jupiter”. Sama przysięga i szkolenia miały miejsce w mieszkaniu. Przechodni dom, gdzie łatwo było się zjawić, nie wzbudzał podejrzeń, a Niemcy niechętnie zapuszczali się na Stare Miasto. U wylotu Świętojańskiej, od strony placu Zamkowego widniał dodatkowo napis w języku niemiecku: „Strefa Tyfusu Wejście Wzbronione”.

Podczas powstania warszawskiego Chmielewski był żołnierzem 7 pułku piechoty AK „Garłuch”, który miał walczyć o lotnisko na Okęciu. Już pierwszego dnia powstania nasz bohater dostał się do niewoli. Kamienica przy Nowomiejskiej uległa zniszczeniu.

Po wojnie Jerzy Henryk Chmielewski przeniósł się do Łodzi, gdzie wkrótce rozpoczął pracę jako grafik. W miejscu jego warszawskiego domu został zrekonstruowany Barbakan.

NOWE MIASTO

Ulica Freta 16

Medal z podobizną Marii Skłodowskiej Curie.
Maria Skłodowska-Curie. Medal pośmiertny, 1934 Mennica Państwowa, MHW 23965

Zatrzymajcie się przed kamienicą przy Freta 16. To miejsce urodzenia dwukrotnej noblistki, chemiczki i fizyczki Marii Skłodowskiej-Curie (1867-1934). Jej imię i nazwisko widoczne jest na frontonie domu. Gdy słynna warszawianka wychodziła na balkon, słyszała głosy okolicznych mieszkańców, mieszające się ze stukotem kół dorożek przejeżdżających po nowomiejskim bruku.

W kamienicy mieściła się siedziba pensji dla dziewcząt, którą prowadziła matka Marii. Skłodowscy mieszkali na Nowym Mieście aż do 1868 roku, kiedy to przeprowadzili się na ulicę Nowolipki na Muranów. Dziś na Freta 16 mieści się muzeum biograficzne noblistki. Jeszcze kilka lat temu na elewacji kamienicy można było zobaczyć nowoczesny mural ukazujący wizerunek Marii oraz symbole odkrytych przez nią pierwiastków.

Na Nowym Mieście znajdziemy inne miejsce związane z noblistką. W bezpośrednim sąsiedztwie kościoła Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny na skarpie znajduje się pomnik badaczki. Stoi tam z dwóch powodów. Kościół był miejscem chrztu Marii. Pomnik przypomina również o tym, że w dzieciństwie, obserwowała stąd Wisłę. Była zauroczona jej widokiem, o czym kilkukrotnie wspominała w listach i wspomnieniach.

Rodzice będący nauczycielami dbali o jej edukację oraz wychowanie w duchu patriotycznym. Dowodem na to jest  pewna anegdota. Gdy Maria mieszkała już na Nowolipkach, uczęszczała do gimnazjum żeńskiego przy Krakowskim Przedmieściu. Przechodząc przez ogród i plac Saski, za każdym razem spluwała ponoć w kierunku stojącego tam wówczas pomnika tzw. Polaków oficerów–lojalistów poległych w Noc Listopadową. W kręgach młodych patriotów zachowanie to było odbierane niezwykle pozytywnie.

Maria Skłodowska opuściła Warszawę w 1891 roku. Powróciła do niej jeszcze trzykrotnie. Za każdym razem odwiedzała Nowe Miasto i pobliską skarpę z ukochanym widokiem na rzekę.

Ulica Przyrynek 2

Fragment rzeźby męzczyzny z brodą i długimi włosami, w długiej szacie z rękami w kajdanach
Fragment pomnika W. Łukasińskiego na dziedzińcu kościoła Nawiedzenia NMP przy ul. Przyrynek 2

Na dziedzińcu kościoła Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny, za figurą Matki Boskiej odnajdziecie kamienny pomnik Waleriana Łukasińskiego (1786-1868), działacza niepodległościowego. Lokalizacja pomnika nie jest przypadkowa. Łukasiński mieszkał w budynku, w którym znajduje się dziś plebania. Choć na pomniku jest przedstawiony jako więzień, gdy tu mieszkał widywano go w eleganckim mundurze oficera.

Był majorem 4 Pułku Piechoty Liniowej, tzw. Czwartaków, który stacjonował w pobliskim Pałacu Sapiehów, przebudowanym w 1820 roku na koszary. Czwartacy wsławili się przede wszystkim walkami w czasie powstania listopadowego m.in. pod Olszynką Grochowską i Ostrołęką.

Walerian Łukasiński karierę wojskową rozpoczął w czasach Księstwa Warszawskiego. Jednocześnie aktywnie działał jako członek masonerii. W 1819 roku w Warszawie założył Wolnomularstwo Narodowe, a dwa lata później Towarzystwo Patriotyczne. Głównym celem organizacji była walka zbrojna o odzyskanie przez Polskę niepodległości. Już w 1822 roku władze carskie aresztowały majora i rozpoczął się dożywotni okres jego uwięzienia.

Został publicznie zdegradowany na Powązkach. Degradowanym w ten sposób żołnierzom zrywano szlify oficerskie, łamano nad głową szable i pozbawiano mundurów. Przebrani w więzienne drelichy pchali przed tłumem taczki będąc do nich przykutymi.

Początkowo więziono go w Twierdzy Zamość. Stanął tam na czele buntu więźniów, za co został skazany na karę śmierci. Car zamienił ją na wieloletnie więzienie, publiczną chłostę i zakucie w kajdany.

Kolejno przenoszony do Góry Kalwarii i Warszawy, po wybuchu powstania listopadowego Łukasiński został wywieziony do Twierdzy Szlisselburskiej. Przebywał w lochu bez dostępu światła dziennego i na ubitej ziemi. Gdy po 1862 roku złagodzono reżim więzienny, spisał swój pamiętnik.

Ulica Rajców 10

Szkic na kremowym papierze czarnym atramentem narysowany projekt domu.

Edward Ochab (1906-1989) to najmniej pamiętany I sekretarz Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Wynika to zapewne z krótkiego okresu sprawowania przez niego tej funkcji, od marca do października 1956 roku.

Z postacią tą związane jest miejsce przy ul. Rajców 10. W 1966 roku wybudowano  tu okazały dom dla Przewodniczącego Rady Państwa. Jako, że funkcję tę piastował wówczas Edward Ochab, rezydencja zyskała błyskawicznie nieformalną nazwę „Ochabówka”. Spójrzcie na bryłę budynku. Zwróćcie uwagę na liczne przeszklenia, które do dziś zapewniają willi nowoczesny i efektowny wygląd.

Niska willa do dziś prezentuje się efektownie. Zawiera wewnętrzne atrium, a od strony skarpy rozciąga się spektakularny widok na Wisłę oraz przeciwległy brzeg. Dziś z „Ochabówki” dostrzeżemy sylwetkę Stadionu Narodowego. W momencie jej  powstania na praskim brzegu pod względem skali niepodzielnie dominował w tym miejscu Stadion Dziesięciolecia.

To właśnie na nim Edward Ochab gościł jako I sekretarz partii w 1956 roku podczas finiszu Wyścigu Pokoju.

Z wizytą tą wiąże się pewna historia. Dziennikarz Polskiego Radia, Bogdan Tuszyński, podczas relacji na żywo postanowił zapytać I sekretarza o wrażenia. Zwracając się do niego użył sformułowania pan. Ochab, zanim odpowiedział na pytanie, zaznaczył dobitnie, że jest komunistą, w związku z czym  nie lubi być tak nazywany. Zdecydowanie preferował określenie – towarzysz. Już kilka godzin później po Warszawie zaczął krążyć żart. Mówił on, że I sekretarz zmarł na uremię, czyli niewydolność nerek, gdyż w Warszawie są toalety wyłącznie dla pań lub panów, a nie dla towarzyszy. Inna wersja ulicznej riposty warszawiaków tłumaczyła dlaczego I sekretarz nie ma psa. Jak mawiano, pies ma pana, a nie towarzysza.

Ostatecznie Edward Ochab nie zamieszkał nigdy w szykownej willi przy Rajców. Ponoć przyczyną był jej nadmierny luksus.