fbpx

Używamy plików cookies do zbierania informacji dotyczących korzystania z serwisu Muzeum Warszawy i jego oddziałów. W każdej chwili możesz zablokować obsługę plików cookies w swojej przeglądarce. Pamiętaj, że zmiany ustawień w przeglądarce mogą ograniczyć dostęp do niektórych funkcji stron internetowych naszego serwisu.

Aktualności

31.08.2021 / Aktualności, Działalność edukacyjna, Muzeum Farmacji, Spacery warszawskie

Spacer: Miasto Kobiet

Spacer: Miasto Kobiet

Trasa opracowanego przez Sylwię Chutnik spaceru rozpoczyna się na rynku Nowego Miasta, prowadzi przez Barbakan, rynek Starego Miasta, a kończy się na ul. Piekarskiej.

Podczas spaceru można dowiedzieć się m.in. kto dbał o klasztor benedyktynek, gdzie mieści się jedyne na świecie Muzeum Marii Skłodowskiej – Curie, a także która z kobiet doprowadziła do wybudowania mostu na Wiśle i gdzie wykonywano wyroki na czarownicach.

Trasa składa się ze ścieżki szlakiem wybitnych kobiet zamieszkujących rejon Starego Miasta z nagraniami przygotowanymi przez Sylwię Chutnik. Przebieg trasy oznaczony jest na mapie kolorowymi pinezkami.

Czas trwania: 1,5h

Dla kogo: dla młodzieży i dorosłych ciekawych historii Warszawy

Dostępność: spacer dostosowany dla osób z dysfunkcjami wzroku

osoby z niepełnosprawnością wzroku

Co ze sobą zabrać na wyprawę? 
Naładowany telefon komórkowy i słuchawki.

Pinezkom na mapie odpowiadają kolory przy nazwach nad nagraniami. Mapę można otworzyć w aplikacji Google Maps na swoim telefonie, klikając w prostokąt w jej prawym, górnym rogu. Żeby odsłuchać nagrań należy wrócić do przeglądarki i tej strony.

W drodze do pierwszego punktu na naszej mapie wysłuchaj wstępu.

WSTĘP

Zapraszamy do spaceru śladami wybitnych kobiet, które mieszkały i pracowały w stolicy. W szkole uczymy się głównie dat, kolejności dynastii królewskich i przebiegu bitew. A przecież ludzkie losy i historia codzienności to nasza własna tożsamość, źródło kultury i społecznych zasad. I chociaż uczymy się historii Polski już w szkole podstawowej, to nadal zbyt często traktujemy ją jako zło konieczne, kolejny przedmiot do zdania. Tymczasem nauka o przeszłości może być przyczynkiem do bardzo intrygujących poszukiwań i badań prowadzonych według swojego, indywidualnego klucza. Jednym z nich może być właśnie odkrywanie kobiet, które mieszkały, pracowały i tworzyły w naszym kraju, mieście czy dzielnicy. Okazuje się, że było ich bardzo wiele, często inspirujących i ciekawych. Niestety, pamięć o nich nie jest trwała, a do historii przechodzą zazwyczaj jako czyjeś żony, matki czy pomocnice.

Warszawianki fundowały klasztory, budynki użyteczności publicznej, projektowały i rzeźbiły, uczyły nowe pokolenia, pisały książki i opiekowały się biednymi i chorymi. Gdzie one teraz są? W podręcznikach szkolnych? Na trasach tradycyjnej wycieczki miejskiej? A może w przepastnych tomach opisujących waleczne dzieje naszego kraju?

Znalezienie choćby imienia niektórych z nich graniczy z cudem. Należy się przekopać, niczym archeolożka, przez setki książek i historycznych źródeł. Czasami migną gdzieś w przypisie pracy naukowej, wymienione jako żony ważnych osobistości. Chowają się na czarno-białym zdjęciu, często z podpisem „nn”. Jeśli już doczekają się oddzielnych biografii czy opracowań, to zwykle muszą już naprawdę nieźle narozrabiać – na tyle, aby nie można było pominąć ich dokonań. Cała reszta stoi milcząca, w cieniu kolejnej wojny, zmiany króla czy politycznego wydarzenia. 

Ale warszawianki potrafią walczyć o swoje. Udowodniły to nie raz. Ich życie, konsekwencja w realizowaniu swoich marzeń i codzienna walka o tożsamość jest dla mnie niekończącą się inspiracją. 

Pracując i żyjąc w stolicy, czuję za  sobą tysiące, jak nie miliony babek i prababek, które swoją niezłomną postawą napędzają do działania nowe pokolenia. Poznajmy je na herstorycznym spacerze Miasta Kobiet.

Nowe Miasto / Stare Miasto

Czy nadal można znaleźć coś ciekawego na tradycyjnie turystycznej trasie?

Dla większości warszawiaków Starówka kojarzy się z obowiązkowym punktem programu do oprowadzania kuzynów z innych miast. Staramy się im wmówić, że to, co tam widzą, ma setki lat i jest naszym dziedzictwem. Turyści ożywiają się zazwyczaj przy informacji, że ta część miasta została w ponad 90% zniszczona po upadku powstania warszawskiego.

Zaraz, zaraz – jeśli zniszczona, to co tu robią te niby – zabytkowe budynki?

Należy oddać sprawiedliwość, że dzięki zaangażowaniu całego zespołu ludzi z profesorem Janem Zachwatowiczem na czele, większość głównych budynków została po wojnie odbudowana dość precyzyjnie.

W czasach, kiedy ważyły się losy na przykład strony Zakrzewskiego na Rynku, profesor sprytnie podchodził urzędników z Biura Odbudowy Stolicy. Mówił im, na przykład, że koniecznie należy zachować dawny kształt kamienic, ponieważ inaczej kościoły będą górowały nad domami. I urzędnicy szybko decydowali się na pełną odbudowę. Podobnie próbował obejść ówczesne przepisy – jeśli budynek nie ma pierwszego piętra, to nie robimy, panowie, nie ma sensu. I na to znalazł się fortel – profesor kazał w nocy kłaść robotnikom kilka cegieł, chociaż na chwilę, aby było widać, że jakieś tam piętro zostało i można rozpoczynać budowę.

Maria Zachwatowicz, żona profesora, była również architektką, odpowiedzialną między innymi za odbudowę pałacu Sapiehów na Zakroczymskiej 6. Wychowała dwie córki: Krystynę (aktorkę) i Katarzynę (śpiewaczkę).

Zaczniemy nasz spacer Nowym Miastem, zatrzymując się na, zazwyczaj opustoszałym, rynku. Docieramy do niego z ulicy Freta.

Widok Rynku Nowego Miasta w XIX wieku. Na środku nieregularnego placu drewniane stragany kupców i studnia. Nad placem góruje bryła kościoła Sakramentek. Po lewej stronie kolorowe kamieniczki ustawione wzdłuż ulicy.
Rynek Nowego Miasta z kościołem Sakramentek, Jan Seydlitz, 1858, MHW 17900

Rynek Nowego Miasta

Rozległy plac z dwóch stron jest otoczony ciągami kamienic. Na wprost, na wschodniej pierzei mieści się Kościół św. Kazimierza. Góruje nad Rynkiem. Wyróżnia się także śnieżnobiałym kolorem fasady. Obok znajduje się zespół klasztorny sióstr benedyktynek-sakramentek. Plac wyłożony jest kamiennym, szarym brukiem. Zaś fasady kamienic mają różnorodne kolory, dominują odcienie pomarańczowego, rudego i bordowego. Większość kamienic zwieńczona jest trójkątnym, czerwonym dachem.

Dziwne to miejsce, które ożywa tylko przy okazji imprez plenerowych. Kiedy mieściło się tu jeszcze kino Wars, można było przynajmniej zobaczyć grupki czekające na seans. Teraz zwykle kończy się tu wycieczki i zasiada w jednej z kilku restauracji.

My podchodzimy na chwilę do studni, która jeszcze w XIX wieku stała pod Pałacem Mostowskich, gdzie możemy zobaczyć na samej górze herb Nowego Miasta: pannę z jednorożcem. Nie potrzeba psychoanalizy, aby rozszyfrować ten symbol, ale przynajmniej wizerunek dziewczyny jest dość ładny.

Sam rynek pierwotnie był nieco większy, a do 1818 roku stał tu na środku budynek ratusza. To, co teraz może zainteresować, to zdobienia fasad niektórych z kamienic, gdzie widnieją na przykład sylwetki tańczących par na jakimś balu. Jedną z fasad zdobi malowidło przedstawiające, wspomnianą już damę z jednorożcem. Natomiast nad drzwiami niektórych kamienic znajdują się płaskorzeźby ukazujące różnorodne zwierzęta. Wśród nich niedźwiedź, baran i kogut. To jednak nie jedyne zwierzęta, jakie odnajdziemy na Rynku Nowego Miasta.

Znajdują się tu także dwie bliźniacze rzeźby przedstawiające niedźwiedzia. Zwierzę stoi na dwóch łapach, ma lekko otwarty pysk zwrócony w górę oraz zmierzwioną sierść. Trzyma herb z wizerunkiem faraona.

Liczne zdobienia, a także rzeźby różnią się od pierwowzoru. W czasie powojennej odbudowy zastępowano na przykład symbole religijne neutralnymi postaciami zwierząt czy motywami roślinnymi.

Dość dygresji, przechodzimy w stronę naprawdę pięknego kościoła pod wezwaniem św. Kazimierza, zwanego Sakramentkami. Został zaprojektowany przez Tylmana z Gameren i zbudowany w latach 1688-1693.  Ten wybitny architekt był przedstawicielem nurtu klasycyzującego dojrzałego baroku. Biała, zgrabna budowla znajduje się z prawej strony rynku. Jest nieco odsunięta od innych niższych, zabudowań. Wyróżnia się wśród nich kolorem i formą. 

Usytuowanie oraz projekt kościoła pozwalają oglądać go ze wszystkich stron. Budynek jest symetryczny i harmonijny. Zwieńczony jest jasnozieloną kopułą.  Do centralnej części w kształcie ośmioboku przylegają takiej samej wielkości: frontowe wejście, ołtarz główny oraz dwie boczne kaplice. Z zewnątrz kościół zdobią dyskretne jasnożółte dekoracje: pilastry, czyli płaskie filary a także płaskorzeźby.

Tym co wyróżnia kościół jest również piękne, równomierne oświetlenie. To dzięki licznym oknom umieszczonym w ścianach elewacji a także w bębnie kopuły.

Nazwa pochodzi od zakonu Benedyktynek od Nieustającej Adoracji Najświętszego Sakramentu. Jest to zakon zamknięty, a patronką żeńskiej gałęzi jest św. Scholastyka, siostra św. Benedykta.

Klasztor i kościół zostały ufundowane przez Marię Kazimierę Sobieską jako wotum dziękczynne za zwycięstwo jej męża Jana pod Wiedniem. Zanim jednak na tym miejscu stanęły święte budynki, mieszkał tu pod koniec XVII wieku stolnik wyszogrodzki Adam Kotowski wraz ze swoją małżonką Marią. Zajmowali budynek zaprojektowany przez Tylmana z Gameren, odpowiedzialnego za projekty wielu kościołów i pałaców Warszawy. Maria Kazimiera odkupiła teren od Kotowskich i sprowadziła z Francji zakon.

Czym zajmują się sakramentki? Adoracją sakramentu. Dzień i noc jedna z nich modli się w kościele, oddzielona od wiernych i ołtarza szybą.

Sam kościół jest niewielki, dość ascetycznie urządzony. W środku znajduje się imponujący nagrobek księżnej Marii Karoliny de Bouillon, wnuczki króla Jana III Sobieskiego. Składa się z kilku elementów. Zadziwia pomysłowością i imponuje finezją wykonania. Jest  to dzieło Lorenza Mattielli. Utrzymany w stylu rokokowym powstał w Dreźnie w latach 1745 -1746. Znajduje się w kaplicy, na bocznej ścianie.

Centralną część nagrobka stanowi biały, marmurowy medalion. Zdobi go płaskorzeźba przedstawiająca kobietę zwróconą do nas profilem. Ma klasyczne rysy. Wysoko upięte włosy i bogato zdobioną suknie. Medalion okala czarna, roślinna girlanda. Jest wsparty na rzeźbach dwóch kozłów. Znajdują się one na brązowym sarkofagu w kształcie trapezu. Na nim wykonana w białym marmurze płaskorzeźba korony królewskiej i przełamanej tarczy. Z dwóch stron nagrobka umieszczono rzeźby. Z prawej strony jest to postać kobiety. Jej młode ciało okryte jest udrapowanymi szatami. Splecione ręce opiera o sakrofag pochylając w jego stronę całą sylwetkę. Z drugiej strony artysta wyrzeźbił postać małego amora który dzielnie podtrzymuje sarkofag. U jego stóp znajduje się mitra książęca – czyli szczególny rodzaj korony. Całość okala beżowy marmurowy łuk. Ozdobiony jest dwoma rzeźbami wazonów z płonącymi zniczami. Pod nimi znajdują się płaskorzeźby trupich czaszek. Łuk łączy się z czarną tablicą umieszczoną na  piedestale – podwyższeniu wykonanym z marmuru.

Przełamana tarcza umieszczona na epitafium symbolizuje wymarcie królewskiej linii rodziny Sobieskich. Przed śmiercią Maria przekazała swój bogaty księgozbiór biskupowi chełmińskiemu, Andrzejowi Załuskiemu, który przeznaczył go na rzecz ufundowanej publicznej Biblioteki Załuskich. Niestety, jej nazwiska nie wymienia się zwykle w panteonie darczyńców.

Zakon sakramentek tylko raz przerwał swoje modlitwy – pod koniec sierpnia 1944 roku, kiedy Starówka z ledwością walczyła już w czasie powstania warszawskiego. Wówczas siostry otworzyły piwnice kościoła, gdzie chronili się mieszkańcy. W  „Pamiętniku z powstania warszawskiego” Miron Białoszewski tak opisuje wejście do podziemi: „W dziurę. Szparę. Schodki. W coś ciemne, wilgotne, z tłokiem. I ta klapa, czy to była klapa? – to wejście (zejście) pod Sakramentki? Czy w ogóle co z desek? I pod tym głęboko te chmary. To gniazdo”. Miron nie mógł się tam schronić, na dole było już ponad tysiąc osób, nie było miejsca. 31 sierpnia 1944 roku w wyniku zbombardowania zawaliło się sklepienie zarówno samej świątyni, jak i podziemi. Pod gruzami zginęli wszyscy, w tym ponad 30 sióstr zakonnych.

Pierwsze plany odbudowy zostały opracowane przez jedną z sióstr zgromadzenia Michaelę Walicką. To właśnie ona zadbała o wierne odtworzenie zniszczonego wnętrza. Kilka lat temu kościół został odnowiony, a konserwatorką była między innymi Barbara Kubisa. Historia pokazuje, że o klasztor dbały właściwie same kobiety.

Stojąc przed kościołem, możemy przejść się kilka kroków w prawo i zobaczyć tablicę informującą o mieszczącej się w tym miejscu XIX-wiecznej pensji dla dziewcząt. Uczęszczały do nich nasze dwie pisarki Maria Konopnicka i Eliza Orzeszkowa. Jak pisze Anna Czerwińska na stronach Muzeum Historii Kobiet: „Eliza Orzeszkowa zorganizowała kwestę na rzecz zakupu dla Konopnickiej »daru narodowego« – dworku w Żarnowcu, przez całe życie zresztą nieustannie wspierając Konopnicką: broniąc jej na łamach prasy, kiedy spadały na nią kolejne katolickie gromy, wspomagając finansowo i zachowując się jak prawdziwa przyjaciółka”. W 1886 r. zostaje powołana tajna organizacja kobieca Koła Kobiet Korony i Litwy pod patronatem zarówno Elizy Orzeszkowej, jak  i Marii Konopnickiej.

UL. FRETA 16

Ulica Freta to jednak przede wszystkim Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie.

Okrągły medal z wizerunkiem kobiety. Twarz owalna. Mocno zarysowane łuki brwiowe, prosty nos. Usta z lekko opadającymi kącikami. Włosy zaczesane do tyłu, lekko falowane. Zasłaniają częściowo uszy. Widać tylko fragment bluzki z kołnierzykiem. Wokół napis drukowanymi literami: Maria Skłodowska-Curie 7. XI. 1867 – 4 VII 1934.
Maria Skłodowska-Curie. Medal pośmiertny, Józef Aumiller, 1934, MHW 23965

Urodziła się w kamienicy na ulicy Freta 16, gdzie obecnie mieści się jedyne na świecie muzeum poświęcone w całości jej osobie.

Kamienica została zbudowana w XVIII wieku. Jednak jej dzisiejszy wygląd jest wynikiem rekonstrukcji, była dwukrotnie odbudowywana. Jest to szeroki, trzypiętrowy budynek o jasnej elewacji w kolorze złamanej bieli. Posiada siedem rzędów dużych, prostokątnych, białych okien. Pośrodku znajduje się wejście do kamienicy, które prowadzi przez zaokrąglone, drewniane drzwi. Nad nimi balkon z metalową balustradą. Środkowa część kamienicy zwieńczona jest tympanonem, czyli trójkątnym szczytem. Jest to gładki tympanon z okrągłym oknem pośrodku. Kamienice zdobią minimalistyczne dekoracje architektoniczne w postaci obramień okiennych oraz gzymsów czyli poziomych listew biegnących przez całą długość budynku. Kamienicę cechuje prostota, harmonia i elegancja.

Ojciec Marii Skłodowskiej Curie matematyk i fizyk, prowadził męskie gimnazjum (później w tym budynku był też internat dla pań). Dbał o to, aby jego córki były wykształcone, co pod koniec XIX wieku nie było takie oczywiste.

Pierwsze doświadczenia chemiczne Maria prowadziła w pracowni Muzeum Przemysłu i Rolnictwa na Krakowskim Przedmieściu 66. Większość życia spędziła jednak we Francji, gdzie już w czasie studiów odznaczała się nieprzeciętnym talentem.

Jako pierwsza kobieta w historii zdała egzaminy wstępne na wydział chemii i fizyki na paryskiej Sorbonie, jako pierwsza kobieta (do tej pory) została dwukrotnie wyróżniona Nagrodą Nobla (w 1903 roku wspólnie z mężem Piotrem Curie za badania nad zjawiskiem promieniotwórczości, drugi raz w roku 1911 za wydzielenie czystego radu).

Jako pierwsza kobieta otrzymała również tytuł doktora fizyki, a także profesora Sorbony.

I jako pierwsza i dotąd jedyna kobieta po śmierci została pochowana pod kopułą paryskiego Panteonu.

Początki kariery naukowej były trudne –  notoryczne ubóstwo oraz udowadnianie, że jako kobieta i imigrantka ze Wschodu jest w stanie samodzielnie prowadzić badania. Skłodowską-Curie wyróżniało niesamowite poświęcenie się pracy naukowej, które przypłaciła życiem. Zmarła na białaczkę wywołaną prawdopodobnie silnym napromieniowaniem. Jej ręce były pod koniec życia trwale poparzone przez różne chemiczne odczynniki. Mimo to nadal prowadziła swoją pracownię, pomagając zarazem innym kobietom-naukowczyniom.

Jej pasja udzieliła się również córce Irenie, która w 1935 roku wspólnie z mężem, Fryderykiem Joliot-Curie, dostała Nagrodę Nobla.

UL. MOSTOWA

Idąc w stronę Barbakanu, warto choćby na chwilę zatrzymać się przy ulicy Mostowej, biegnącej w dół, w stronę Wisły.

Portret Anny Jagiellonki. Postać widoczna od pasa w górę. Twarz wąska, pociągła. Duże brązowe oczy, prosty nos. Usta wąskie, małe. Ubrana w czarną suknię ze stójką, bogato zdobioną złotymi haftami. Na szyi, wyłożony na wierzch sukni wisiorek. Na głowie nakrycie w kolorze sukni.
Miniatura Anny Jagiellonki, warsztat Lucasa Cranacha Młodszego, 1555 r., Wikimedia Commons

Na rzece wybudowany został bowiem drewniany most w drugiej połowie XVI wieku. Po około 30 latach zniosła go kra i nie byłoby go, gdyby nie Anna Jagiellonka, która po śmierci Zygmunta Augusta przejęła nadzorowanie prac mostu, finansując je z własnych środków.

Sama była bardziej związana z Krakowem, ale zmarła w stolicy w roku 1596. Jej ciało zostało wystawione w jednej z sal Zamku Królewskiego, ale została pochowana na Wawelu. W czasie mowy pogrzebowej Piotr Skarga, który dedykował jej swoje „Kazania”, podkreślał zasługi zmarłej królowej na rzecz warszawskiego duchowieństwa.

Mimo że oficjalnie Warszawa traktowana była jako jedynie miasto rezydencyjne królów aż do 1795 roku, to możni inwestowali w jej rozwój. Jagiellonka była jedną z tych osób, które starały się rozszerzyć obszar miasta i połączyć go z terenami zawiślańskimi.

Krzywe Koło 7

Przechodzimy w stronę murów warownych Barbakanu, skąd udajemy się na ulicę Krzywe Koło.

Czarno-białe zdjęcie rzeźbiarki w pracowni. Ubrana w luźny kombinezon ciemnego koloru z ciasno zawiązanym paskiem w talii i podwiniętymi za łokcie rękawami. Twarz owalna. Włosy ciemne, falowane, za ucho, starannie ułożone. Oczy ciemne, nos prosty, wydatne kości policzkowe. Usta pełne, pomalowane. Kobieta szeroko się uśmiecha. Stoi przy drewnianych schodach na których ułożone są rzeźbione głowy.
Olga Niewska w swojej pracowni przy ul. Zakroczymskiej 1 w Warszawie, Wikimedia Commons

Pod numerem 7 mieściło się mieszkanie rzeźbiarki Olgi Niewskiej. Po nim przeniosła się na Górskiego 7 i na Bracką 18, gdzie mieszkała z trzecim mężem, Władysławem Szczekowskim, aż do śmierci.

Jej pracownia znajdowała się za to na Zakroczymskiej 1. Gościła w niej najwybitniejsze postaci dwudziestolecia międzywojennego, w tym samego Marszalka Piłsudskiego. Pozowały jej takie kobiety związane z Warszawą, jak Halina Szmolcówna (primabalerina Teatru Wielkiego), Mieczysława Ćwiklińska (aktorka), Elna Gistedt-Kiltynowiczowa (aktorka), Halina Hulanicka (tancerka baletowa), Zula Pogorzelska (aktorka), Nela Samotyhowa (działaczka społeczna), Stanisława Walasiewicz-Olson (lekkoatletka), Wanda Zawisza- Glińska (malarka) i matka Olgi, Eugenia. 

Jednak najważniejszy dar dla Warszawy od Niewskiej to wspaniała rzeźba „Kąpiąca się”, która stoi do dziś w Parku Skaryszewskim.

We wrześniu 1939 roku, w wyniku nalotów, spłonęła jej pracownia. Straciła większość swoich prac. Artystka zmarła w czasie  II wojny Światowej na skutek powikłania po  operacji i została pochowana na Cmentarzu Ewangelicko-Augsburskim na ulicy Żytniej, bardzo blisko grobu pisarza Stefana Żeromskiego.

Kamienica przy ulicy Krzywe Koło 7 to trzykondygnacyjny budynek. Na tle łososiowej fasady odznaczają się wyraźnie ciemnobrązowe obramienia okien. Jedyne ozdoby stanowią gzymsy nad oknami i pomiędzy piętrami. Są to poziome wystające listwy. Elementem przykuwającym uwagę jest ceglana wnęka rozciągająca się pomiędzy parterem a pierwszym piętrem. Stanowi ona rytmiczną dekorację. Tuż pod wnęką znajduje się wejście do budynku. Tworzy je jasny kamienny portal okalający mosiężne drzwi. Obok nich znajduje się czerwona tablica informująca o obecnym przeznaczeniu budynku, w którym mieści się Archiwum m.st. Warszawy.

Rynek Starego Miasta - Pomnik Syrenki

Przejdźmy teraz na Rynek Starego Miasta, gdzie na samym jego środku znajduje się Ona. Symbol Warszawy, pół- kobieta – pół- ryba.

Syrena Warszawska, Konstanty Hegel, 1855, MHW 27549

Pomnik Syrenki autorstwa Konstantego Hegla znajdował się najpierw na Rynku, potem na terenie Klubu Sportowego „Syrena” nad Wisłą, z którego powrócił w 1999 roku na swoje pierwotne miejsce. Powstał w 1855 roku i został odlany w słynnej pracowni Mintera.

Obecnie znajduje się na postumencie otoczonym kanalikiem wodnym, który co parę minut wypompowuje wodę z głośnym siorbnięciem. Postument ma formę sześciokątnego cokołu. Został wykonany z piaskowca. Na nim  ze spienionych, wzburzonych fal wyłania się Syrena. Jej ogon jest długi, spiralnie skręcony, pokryty licznymi łuskami. Klatka piersiowa jest naga, dumnie wypięta do przodu. W prawej dłoni trzyma długi, ostry miecz. Rękę ma uniesioną do góry w walecznym geście. W lewej dzierży dużą owalną tarczę, którą się osłania. Ciało Syreny jest harmonijne, sprężyste i napięte, gotowe do walki. Twarz jest spokojna i dostojna. Wyróżniają ją klasyczne rysy – wydatne usta, duże oczy, kształtny nos. Włosy ma falowane, upięte w kucyk.

Warto dodać jeszcze, że najbardziej znany wizerunek Syrenki mieści się na Wybrzeżu Kościuszkowskim. Jego autorką jest wybitna rzeźbiarka Ludwika Nitschowa, zaś pozującą do rzeźby piękna poetka Krystyna Krahelska. Rzeźba powstała w dość oryginalnej pracowni – hali nieczynnej kotłowni przy Stacji Filtrów (Koszykowa 81). Prezydent Stefan Starzyński osobiście zlecił rzeźbiarce przygotowanie pomnika w brązie i wielokrotnie odwiedzał ją w czasie pracy. Pierwotny projekt nie mógł być zrealizowany ze względu na wysokie koszty, ale już w 1937 roku gipsowy odlew trafił do pracowni braci Łopieńskich. Pełny zamysł terenu wokół rzeźby: taras widokowy, rzeźby mew i odpływów wody w kształcie ryb – nigdy nie doszedł do skutku. Większość przygotowanych wcześniej modeli została zniszczona w czasie II wojny światowej. Pomnik przetrwał, nieznacznie zniszczony. Krystyna Krahelska zginęła w czasie powstania warszawskiego, a Syrenka zyskała nowy wymiar symboliczny.

Skąd syrena wzięła się na godle stolicy? Wersji jest, jak to zwykle bywa, wiele. Jedna z nich mówi o tym, że postać została zapożyczona z herbu Rawicz, na którym widnieje panna na niedźwiedziu. Druga, że współczesny obraz syreni jest efektem wielu zmian graficznych w pierwotnym rysunku przedstawiającym kobietę w krzyżówce ze smokiem, a znajdującym się na najstarszej pieczęci miasta Starej Warszawy z roku 1402. Zmiany wizerunku można prześledzić na ekspozycji stałej w pobliskim Muzeum Warszawy, gdzie znajduje się także oryginał pomnika Syrenki z warszawskiego Rynku.

Rynek Starego Miasta - Kamienica pod św. Anną

Zobaczmy, jakie kobiece dzieje kryją się w murach kamienic na Rynku.

Po stronie Kołłątaja, u wylotu ulicy Nowomiejskiej, uwagę zwraca przede wszystkim dom pod numerem 31, zwany Pod Świętą Anną.

Szkic ołówkiem z początku XX wieku. Kamienica św. Anny na rogu Rynku Starego Miasta i ul. Wąski Dunaj. Trzypiętrowa z poddaszem. Wejście do kamienicy i okna z kamiennymi, bogato rzeźbionymi obramowaniami. W narożu kamienicy, na wysokości pierwszego piętra, w niszy, figura św. Anny Samotrzeć. Od strony Wąskiego Dunaju, na pierwszym piętrze, wykusz z ozdobnymi podporami i spadzistym daszkiem.
Kamienica Książąt Mazowieckich, Feliks Jabłczyński, Józefat Wacław Rzepecki, 1916, MHW 15117

Obecny wygląd zbliżony jest do tego z połowy XV wieku i zawiera w sobie element architektury gotyckiej w postaci surowych cegieł pozostawionych gdzieniegdzie na tle biało otynkowanej ściany.

Nazywana również kamienicą książąt mazowieckich, posiada na froncie fragment okna z czasów Władysława IV.

Najważniejsza jednak jest rzeźba, wstawiona w róg domu, przedstawiająca św. Annę Samotrzeć, czyli z Jezusem i Marią trzymanymi na rękach. Figura choć niewielkich rozmiarów sprawia wrażenie potężnej. Postać św. Anny jest przysadzista. Ubrana jest w bogato drapowane szaty, które osłaniają całe jej ciało. Patrzy w dal. Lewą dłonią podtrzymuje Maryję, która ma długi rozpuszczone włosy, a na głowie niewielką koroną. Na prawym ręku trzyma Dzieciątko Jezus o pulchnych kształtach i kędzierzawych włosach.

Jest to autentyczna rzeźba pochodząca z pierwszej połowy XVI wieku, która wzmacnia ówczesny kult matki Maryi, istniejący już we wczesnym okresie chrześcijaństwa. W ikonografii ukazywana jest również jako mała dziewczynka. Uchodzi za patronkę małżeństw, matek, wdów i… żeglarzy. Jedyne informacje dotyczące życia św. Anny pojawiają się w pismach apokryficznych, czyli tych nienależących do ksiąg natchnionych. Możemy się z nich dowiedzieć, że Anna wraz z mężem Joachimem dwadzieścia lat starali się o potomstwo, co w ówczesnej kulturze żydowskiej było uważane za rodzaj kary boskiej i hańbę. Zrozpaczony małżonek opuścił żonę i udał się do samotni, gdzie pościł przez czterdzieści dni. Wreszcie Bóg wysłuchał ich modlitw i dał im córkę. Maryja w wieku 14 lat wyszła za Józefa, a zamieszkała z nimi św. Anna. Stała się symbolem nadziei dla par niepłodnych.

Dlaczego rzeźba została umieszczona akurat na tej kamienicy? Miała ją zamieszkiwać księżna Anna po śmierci swych braci, ostatnich książąt mazowieckich.

Rynek Starego Miasta - Kamienica nr 19

Po tej samej stronie kilka kamienic dalej, pod numerem 19 od początku XVII wieku mieściła się siedziba wójtów warszawskich.

Akwarela wykonana tuż po wojnie. Wśród gruzowiska stoi frontowa ściana dwupiętrowej kamienicy Pod Lwem. Wejście częściowo zasłonięte gruzem. Na ścianie widać wielokolorowe malowidła pomiędzy otworami okiennymi. Na wysokości pierwszego piętra, w narożu kamienicy, płaskorzeźba lwa.
Kamienica pod Lwem przy Rynku Starego Miasta, Stanisław Zawadzki, 1945, MHW 16023

Obecnie fasadę kamienicy zdobią portrety trzech panien. Wiąże się z tym legenda o córkach wójta, które za nic nie chciały wyjść za mąż. Zamknęły się w swoich pokojach i odmawiały wyjścia na zewnątrz Zrozpaczony ojciec próbował je do tego przekonać różnymi sposobami, aż w desperacji wymalował ich portrety na ścianie domu. Zachwyceni urodą panien kawalerowie zaczęli wystawać pod oknami i adorować je. Aż w końcu, jak to zwykle z patriarchalnymi legendami bywa, panny nie wytrzymały i grzecznie zostały przykładnymi żonami.

Portrety trzech panien to sgrafitta w kształcie czerwonych tond – kół, otoczonych białą ramką. Tonda zostały umieszczone pomiędzy oknami drugiego i trzeciego piętra. Przedstawiają popiersia młodych kobiet. Wszystkie mają podobne, klasyczne rysy. Ubrane są w suknie w kolorze ecru i mają taki sam jasnoblond kolor włosów. Portrety oddają również różnice pomiędzy siostrami. Pierwsza, z lewej strony ma rozpuszczone kosmyki. Przedzielone przedziałkiem na środku w lekkim nieładzie swobodnie opadają na ramiona. Ma spuszczony wzrok, sprawia wrażenie nieobecnej. Druga, środkowa wygląda na najstarszą. Stateczności dodaje jej ciężki kok, sznur pereł na szyji, a także śmiałe spojrzenie. Trzecia panna nosi włosy splecione w warkocze i kolorowy wianek. Uśmiecha się do nas lekko.

Rynek Starego Miasta - Kamienica nr 13

Przejdźmy dalej na stronę Zakrzewskiego, gdzie pod numerem 13 znajduje się malowidło autorstwa Zofii Stryjeńskiej z domu Lubańskiej.

Była to malarka pochodząca z Krakowa, zafascynowana folklorem polskim, który swoją feerią barw i wzorów inspirował ją w twórczości: grafikach, scenografii i ilustracjach.

Była jedna z najbardziej znanych artystek dwudziestolecia międzywojennego, i jedną z większych skandalistek. Utalentowana i pracowita wybijała się na tle innych twórców oryginalnością prac. Pod męskim przebraniem studiowała przez rok malarstwo we Francji. Jej pierwszym mężem, po którym zostawiła nazwisko, był  architektem związany z Zakopanem, Karolem Stryjeńskim, z którym miała trójkę dzieci. Mąż wsławił się tym, że dwa razy zamknął ją przymusowo w szpitalu dla psychicznie chorych. Podzieliło to ich znajomych z kręgów warszawskich i zakopiańskich i przez długi czas było szeroko komentowane. Sama Stryjeńska miewała okresy depresji, ale jej praca zbytnio na tym nie cierpiała.

Po rozwodzie przeniosła się do Warszawy, gdzie w 1929 r. poślubiła aktora Artura Sochę. Okupację spędziła w Krakowie, a po wojnie wyemigrowała z dziećmi do Szwajcarii, gdzie zmarła w 1963 roku.

Polichromia umieszczona na fasadzie staromiejskiej kamienicy jest charakterystyczny dla jej twórczości i pochodzi z 1928 roku. Są to dwa, duże, prostokątne malowidła, bardzo podobne do siebie. Przedstawiają dwie kobiece postaci trzymające dzbany z wylewającą się wodą. Malowidła wypełniają przestrzeń pomiędzy oknami na wysokości pierwszego i drugiego piętra. Rozmiarem zbliżone są do okien, pomiędzy którymi się znajdują. Są to polichromie, czyli wielobarwne malowidła zdobiące ściany. Dziewczyny przedstawione są w ruchu. Lekko i z wdziękiem kroczą, jedna w lewą, druga w prawą stronę. Każda z nich jedną dłoń trzyma na biodrze, drugą podtrzymuje dzban. Z przechylonego dzbana wylewa się strumień wody. Kobiety przedstawione przez Stryjeńską wyróżniają się pełnymi, zaokrąglonymi kształtami. Mają długie włosy splecione w dwa warkocze. Ubrane są w luźne i zwiewne ubrania o żywych i nasyconych kolorach. Bluzki o szerokich rękawach i długie spódnice, spod których delikatnie zarysowują się ich nogi. Kroczą boso. Na głowach mają duże, laurowe wieńce, które wyglądem przypominają aureole. Ukazane są na złotym tle i niemal w całości wypełniają przestrzeń polichromii.

Artystka tworzyła wielobarwne kompozycje pełne dynamiki i ruchu. “W Dziewczętach  z dzbanami” podkreśla to za pomocą zwiewnego i falującego materiału ich stroju, wylewającego się strumienia wody oraz delikatnie opadających warkoczy. Jednocześnie prace Stryjeńskiej cechowała dekoracyjność. Zrytmizowane kompozycje uzyskiwała dzięki wyraźnemu zaznaczeniu konturów oraz malowaniu dużych powierzchni jednym kolorem. Widać to w ubraniach kobiet oraz złotym tle, które nadaje całemu przedstawieniu dekoracyjności. Kobiety z dzbanami interpretowane są czasem jako przedstawienia nawiązujące do lanego poniedziałku i tradycji oblewania się wodą. Przedstawia dwie kobiece postaci trzymające dzbany z wylewającą się wodą.

Należy dodać, że przed wojną Stryjeńska zaprojektowała fryz figuralny o tematyce staropolskiej w jednej z kamienic na ulicy Kanonie. W Warszawie mamy jeszcze jedną zachowaną pracę tej artystki, na ulicy Madalińskiego, róg Puławskiej.

UL. Brzozowa 2

Opuśćmy na chwilę Rynek i ulicą Celną zejdźmy na Brzozową, gdzie mieści się dom, w którym mieszkała na wskroś warszawska pisarka, Pola Gojawiczyńska.

Czarno-białe zdjęcie. Kamienice przy Brzozowej. Ujęcie od strony Wisły z dołu skarpy. Za kamienicami wystaje fragment archikatedry św. Jana Chrzciciela i wieża kościoła Jezuitów.
Widok na Stare Miasto - kamienice przy Brzozowej, Edward Hartwig, przed 1974, AN 4638/H

Autorka powieści „Dziewczęta z Nowolipek”, wykorzystując własne doświadczenia i wspomnienia, opisała dzieciństwo i młodość kilku przyjaciółek, mieszkanek warszawskiej dzielnicy Nowolipki. Powieść doczekała się aż trzech ekranizacji.

Pola Gojawiczyńska w swojej twórczości skupiała się przede wszystkim na opisie życia ubogich kobiet, szukających dla siebie szczęścia, ale poddawanych coraz to nowym próbom. Ważny jest również motyw relacji między kobietami, charakteryzujący się ideą „siostrzeństwa”, która polega na wspieraniu się  w trudnych chwilach i głębokich relacjach emocjonalnych.

Inne książki Gojawiczyńskiej to „Ziemia Elżbiety”, „Rajska jabłoń” czy autobiograficzna „Krata”, w której opisuje okupacyjny pobyt w kobiecym więzieniu na Pawiaku. Gojawiczyńska była przed wojną wspierana przez Zofię Nałkowską, która starała się pomagać młodszej i ubogiej koleżance poprzez pomoc w załatwieniu stypendium. Razem spędziły również pierwsze tygodnie tułaczki po wybuchu II wojny.

Obok domu, w którym mieszkała Pola, znajduje się Góra Gnojna, powstała przez wyrzucanie śmieci i ekskrementów z miasta – procederu zakazano dopiero w XVIII wieku. Kiedy zlikwidowano wysypisko, skarpę obsypano ziemią. Dzisiaj jest porośnięta zielenią, a Góra Gnojna pełni funkcję tarasu widokowego. Rozpościera się z niego widok na Wisłę oraz Pragę.

W krajobrazie prawobrzeżnej części warszawy wyróżnia się budynek Stadionu Narodowego, a także dwie wieże gotyckiego kościoła św. Floriana. Na tarasie widokowym ustawione zostały ławki, a na balustradzie od lata zakochani na znak swojej miłości zawieszają kolorowe kłódki. Znajduje się tu także wykonana z brązu rzeźba Stanisława Czarnowskiego. Przedstawia Siłacza.

Przy wejściu na taras widokowy zachowały się pozostałości bramy miejskiej, nazywanej Brama Gnojną. Została ona wybudowana pod koniec XIV wieku z czerwonej cegły. Pozostały do dzisiaj fragment przylega do kamienicy przy ulicy Celnej. Dotykając ceglanych murów możemy wyczuć ślady po kulach, które pozostały po II wojnie światowej. Warto zatrzymać się tam na chwilę, odpocząć i popatrzeć na Wisłę.

Archikatedra św. Jana

Z Góry Gnojnej skierujmy się ulicą Dawną w stronę Archikatedry św. Jana na drzwiach której możemy prześledzić jak zmieniał się wizerunek warszawskiej syrenki.

Drzwi są potężne, czarne i dwuskrzydłowe. Ozdobione zostały przedstawieniami wykutymi w miedzianej blasze. Dzięki temu są wypukłe i możemy je niczym tyflografikę poznawać poprzez dotyk. Po środku zostały ukazane  najważniejsze wydarzenie związane z historią kościoła. Umieszczone są w prostokątnych ramach, zwanych kwaterami.

Otaczają je wspomniane wizerunki syren naprzemiennie z przedstawieniami orła polskiego. Łącznie na drzwiach ukazano osiem syren. Każda z nich jest inna, jednak wszystkie mają nagi tors i trzymają w dłoniach tarczę i miecz.

Wśród różnorodnych wizerunków znajdziemy klasyczne przedstawienie syreny. Jest ona ukazana pod postacią pół ryby pół kobiety. Dumnie wypina pierś. Z jej nagiego torsu wyrasta długi wywinięty ogon pokryty łuskami. Na drzwiach katedry znalazły się także wcześniejsze wizerunki. Syrena przypomina na nich groźnego potwora. Na niektórych przyjmuje męską formą. Zamiast ogona ma jaszczurze łapy lub spiczaste skrzydła niczym smok.

Niektóre z wizerunków szokują, przypominając raczej inną znaną legendę – o Bazyliszku. Dość, że na pozór proste połączenie zwierzęcia – ryby z nagą kobietą inspiruje po dziś dzień artystów/stki i rysowników/czki.

UL. Piwna 31/33

Kierujemy się na ulicę Piwną, gdzie pod numerem 31/33 znajduje się Muzeum Farmacji imienia magister Antoniny Leśniewskiej, absolwentki medycyny, która otworzyła w Petersburgu „Pierwszą Żeńską Aptekę”.

Czarno-białe zdjęcie. Portret Anny Leśniewskiej. Twarz okrągła. Gęste brwi. Ciemne oczy patrzą łagodnie. Usta wąskie, pełne. Włosy upięte w luźny kok na czubku głowy. Kobieta w czarnej sukni z dużym dekoltem w szpic i luźnymi, krótkimi rękawami szeroko zakończonymi. Przy dekolcie białe haftowane kwiaty. Pod spodem biała bluzka ze stójką i bufiastymi rękawami do łokci. Na rękach białe, długie rękawiczki schowane pod rękawy bluzki. Dłonie trzyma na oparciu drewnianego krzesła.

Portret Antoniny Leśniewskiej, źródło:  Muzeum Farmacji 

Owalne pudełeczko apteczne. Na wieczku napis: Apteka A. Leśniewskiej Warszawa Marszałkowska 72 Tel. 9-65-01.
Pudełeczko z apteki mgr Antoniny Leśniewskiej, Wytwórnia nieznana, między 1934 a 1937, MF 3486/a-b

Była to pierwsza na świecie apteka zatrudniająca wyłącznie kobiety. Dodatkowo należy podkreślić, że panowały w niej bardzo postępowe, jak na ówczesne czasy, zasady: siedmiogodzinny dzień pracy i podwójna zmiana. Organizowano kursy farmaceutyczne dla kobiet.

Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę, Leśniewska otworzyła aptekę na ulicy Marszałkowskiej 72. Zaangażowała się w walkę o prawa kobiet. W roku 1908 wydała w Warszawie książkę „Nowa dziedzina pracy kobiet”, która ukazała się nakładem Biblioteki Równouprawnienia Kobiet. Działała w Towarzystwie Pomocy Ofiarom Wojny, założyła również w Petersburgu Towarzystwo Doraźnej Pomocy Kobiety Polskiej.

Muzeum Farmacji pierwotnie mieściło się na ulicy Skierniewickiej, a obecnie jest częścią Muzeum Historycznego, ekspozycję stałą stanowi oryginalne wyposażenie apteki oraz wiele eksponatów z dziedziny farmacji.

Wejście do muzeum prowadzi przez drzwi otoczone kamiennym portalem w kształcie łuku. Na nim widnieje napis: ANNO 1776, który oznacza datę powstania kamienicy. O tym, że mieści się tutaj Muzeum Farmacji świadczy mosiężna tablica z informacją oraz metalowy, czarny szyld. Przedstawia on syrenę trzymającą w dłoni złotego węża. Syrena otoczona jest tarczą herbową, która zwieńczona jest złotą koroną. Nad nią znajduje się napis – Muzeum Farmacji. Szyld wyróżnia się finezyjną formą plastyczną oraz niebanalnym liternictwem. Został zawieszony tuż nad wejściem, prostopadle do budynku. Jest to tak zwany szyld semaforowy, który stanowi charakterystyczny element zdobniczy Starego Miasta.

ul. Piekarska 20

Z Piwnej skręcamy na Piekarską, gdzie na miejscu obecnego pomnika szewca Jana Kilińskiego odbywały się, między innymi w wieku XVI, tortury ludności miasta.

To tutaj sławnemu Piekarskiemu wymierzano karę za napaść na króla Zygmunta III Wazę. W miejscu tym przetrzymywani byli także w klatkach złodzieje oraz poddawane testom na czarownictwo liczne kobiety. Oskarżenia były mętne, ale zawziętość w karaniu wielka.

Nieopodal, w miejscu, gdzie później znajdował się budynek zgromadzenia sióstr Elżbiety, mieszkał kat. Był to zawód dość przykry, ale wiązał się on z wpływami choćby z domów publicznych i mógł być dziedziczony.

Oskarżanie o czary stało się jednym z najbardziej drastycznych przykładów mizoginii. Pretekstem były nie tylko podejrzenia o otrucie (taki los spotkał na przykład siostrę ostatnich książąt mazowieckich), ale choćby rzucenie uroku czy ogólnie „czary”.

Zaoszczędzimy sobie dokładnych opisów, jak wyglądał proces (a raczej tortury). Istnieje też teoria, że masowe oskarżanie akuszerek i zielarek o czary było zemstą oficjalnych lekarzy, którzy w ten sposób chcieli wytępić konkurencję. Oczywiście, ważnym wątkiem jest tutaj postawa kościoła katolickiego – popierającego niegodne procesy.

Pierwszą „czarownicę” polską spalono w Waliszewie, koło Poznania w 1511 roku. Procesy rozpowszechniły się na szerszą skalę w początku XVII wieku. Karę śmierci za domniemane czary zniesiono oficjalnie w 1776 roku.

Tuż obok placu kaźni zwanego Piekiełkiem znajdziemy kamień wskazujący na miejsce, w którym znajdował się dom pisarki Marii Konopnickiej. Ta wybitna poetka i nowelistka XIX wieku, także wnikliwa krytyczka poezji romantycznej, była jedną z pierwszych kobiet, którym udało się utrzymywać siebie i dzieci z pisania. Nieco zapomniana i włożona do nudnego „kanonu lektur”, była bardzo ciekawą postacią polskiej literatury. Nie starała się szukać swojego własnego języka, a raczej rekonstruowała kanon kultury, z jego motywami antycznymi, pierwiastkiem ludowym czy nawiązaniami do romantyzmu. Jej nowele cechują się wyjątkowym dramatyzmem występującym w na pozór zwykłym życiu bohaterów i bohaterek. Warto też zaakcentować jej zaangażowanie społeczne, choćby pomoc więźniom Cytadeli w 1906 roku oraz ich rodzinom.

Nasz spacer mógłby trwać dłużej. Zachęcamy więc wszystkich do eksplorowania miasta i zwiedzania go na własną rękę.

Dofinansowano ze środków Muzeum Historii Polski w Warszawie w ramach programu „Patriotyzm jutra”.

logo muzeum historii polski logo patriotyzmu jutra logo ministerstwa kultury, dziedzictwa i sportu