Używamy plików cookies do zbierania informacji dotyczących korzystania z serwisu Muzeum Warszawy i jego oddziałów. W każdej chwili możesz zablokować obsługę plików cookies w swojej przeglądarce. Pamiętaj, że zmiany ustawień w przeglądarce mogą ograniczyć dostęp do niektórych funkcji stron internetowych naszego serwisu.

pl/en
Aktualności

05.08.2025 / Aktualności, Izba Pamięci przy Cmentarzu Powstańców Warszawy

Instynkt nie zna logiki: Rzeź Woli we wspomnieniach Tadeusza Klimaszewskiego (1919-1987 r.)

Instynkt nie zna logiki: Rzeź Woli we wspomnieniach Tadeusza Klimaszewskiego (1919-1987 r.)

„Chwilami wysiłek ten wydawał się nam bezsensowny – przecież prędzej czy później zakończy się to wszystko wiadomym i nieuniknionym. Przyjdą inni, zdyszani, ogłuszeni strachem, żeby zepchnąć nasze ciała do jakiegoś dołu czy wyrwy…
Instynkt nie zna logiki. Nie było już wtedy w nas ludzkiej godności i rozsądku. Nasze ruchy, wysiłek były już tylko mechaniczną pracą mięśni, zwierząt tłukących się w pułapce, ślepo i potwornie pragnących życia.”
1 – te słowa Tadeusza Klimaszewskiego, który 8 sierpnia został siłą włączony do Verbrennungskommando, oddziału Polaków wyznaczonego do palenia ofiar nazistowskich zbrodni, są wstrząsającym świadectwem pogodzenia się z losem w warunkach bezprecedensowego upadku moralności, świadomości okrucieństwa i śmierci.

TERROR

Jeden z najważniejszych momentów Powstania Warszawskiego rozpoczął się 5 sierpnia 1944 roku, kiedy to Niemcy przystąpili do natarcia w kierunku mostu Kierbedzia. Działania te służyły m.in. opanowaniu przez okupantów głównych arterii komunikacyjnych. Jednym ze środków służących do osiągnięcia tego celu była eksterminacja ludności cywilnej Warszawy. Już kilka dni wcześniej Niemcy rozpoczęli mordowanie mieszkańców Mokotowa i Ochoty, polegające na masowych rozstrzeliwaniach, systematycznym wrzucaniu do mieszkań granatów i dobijaniu rannych, jednak apogeum morderczego szału osiągnięto dopiero na Woli. Wydarzenia rozgrywające się w tej dzielnicy między 5 i 7 sierpnia, nazywane Rzezią Woli, uznawane są za największą pojedynczą masakrę ludności cywilnej dokonaną podczas II wojny światowej. Łącznie mogło w niej zginąć nawet 30 tys. ludzi.2

Rozkaz zniszczenia Warszawy wraz z wymordowaniem jej mieszkańców padł niemal natychmiast po dotarciu do dowództwa niemieckiego wiadomości o wybuchu Powstania. Głównodowodzącym działań odwetowych został Heinrich Himmler, a szefem sił pacyfikujących Warszawę – Erich von dem Bach-Zelewski. Unicestwiona stolica Polski miała być ostrzeżeniem dla wszystkich państw chcących w przyszłości podnieść rękę na Niemcy. Zadanie stłumienia buntu przypadło w udziale Heinzowi Reinefarthowi, któremu niedługo później nadano tytuł „kata Woli”.

Heinz Reinefarth był jednym z głównych odpowiedzialnych za tłumienie Powstania Warszawskiego (na zdjęciu pierwszy z lewej)

W siłach uderzeniowych Wehrmachtu i SS służyło mnóstwo obcokrajowców, kolaborantów i kryminalistów. Odziały tłumiące Powstanie, w liczbie ok. 7 tysięcy osób, dokonały niebywałej ilości zbrodni wojennych. Mordowano bez skrupułów, najczęściej za pomocą broni maszynowej, nie oszczędzając kobiet (często wpierw gwałconych), ciężarnych i dzieci. Masowo przepędzano ludność z mieszkań, które natychmiast palono. W trakcie trwania wolskiej masakry, po pewnym czasie wydawano nawet dyspozycje, by mordować ludzi z bliska kolbami karabinów w celu zaoszczędzenia amunicji. Masowe egzekucje odbywały się w okolicach Hali Mirowskiej, na terenie fabryki Franaszka, przy ulicach Wawelskiej i Okopowej. Mieszkańców gromadzono w specjalnie wybranych punktach by – w celu lepszej skuteczności mordowania – zabijać ich z broni maszynowej.

KREW, WSZĘDZIE KREW

W celu pozbycia się ciał stworzono specjalne oddziały, Verbrennungskommando, złożone z Polaków zapędzonych do palenia zwłok. Części z nich darowano życie w zamian za pomoc w procederze. W miejscach egzekucji układano stosy trupów, które – według części powojennych relacji – miały prawie 2 metry wysokości. Taki system miał ułatwić późniejsze palenie ciał, jednak nie w celu zatarcia wszelkich śladów zbrodni (świadków mordów nie brakowało), ile w celu zapobiegnięcia ewentualnej epidemii. Oddziały otrzymały rozkaz spalenia zwłok łącznie z dokumentami, by uniemożliwić późniejszą identyfikację ofiar. Verbrennungskommando mieli także przeszukiwać ciała w poszukiwaniu kosztowności i meldować o odnalezieniu żywych osób.

Tadeusz Klimaszewski w trakcie zeznań przed komisją badającą zbrodnie sprawców Rzezi Woli

Jedną z osób zmuszonych do pracy przy uprzątnięciu zwłok był Tadeusz Klimaszewski, ujęty przez Niemców w okolicy placu Bankowego i zapędzony do pracy na Woli. Swoje traumatyczne wspomnienia z tego okresu wydał po latach w książce Verbrennungskommando Warschau z 1959 r., będącej wstrząsającą kroniką „wolskiego piekła”. Opisał w niej dzień (ósmy sierpnia), w którym – pod groźbą kary śmierci – wraz z innymi mężczyznami, po raz pierwszy zmuszony był do nieludzkiego wysiłku:

Nie pozostało nic innego jak wziąć się do pracy. Ruszyliśmy więc połączeni w dwójki w kierunku najbliższych zwłok, ale zmasakrowane ciała, całe oślizłe od krwi, budziły odrazę. Ktoś wyciągnął z kupy porozrzucanych rzeczy kawałki płótna (…) owijając sobie nimi ręce. Szybko zrobiliśmy to samo. Tak zabezpieczeni schylaliśmy się po zwłoki. Krótka wędrówka na brzeg wyrwy i rozbujane ciała leciały w dół staczając się po spiętrzonym stosie zwłok. Pracowaliśmy w milczeniu z rozpaczliwym wstrętem. Szmaty na rękach szybko przemiękały obejmując czerwoną mazią ręce aż po łokcie. (…) Krew, wszędzie krew, na rękach, spodniach i ciele.3

Klimaszewski, uruchamiając własny instynkt przetrwania, musiał zdusić w sobie wszelkie ludzkie odruchy. To pomagało mu uniknąć obłędu. Z czasem jednak zauważył okrutną prawdę, że Rzeź nie oszczędziła nikogo: zarówno starszych jak i młodszych, tutejszych i obcych, robotników i inteligencję:

Idąc wzdłuż niewysokiego muru ogrodzenia, gęsto posiekanego kulami, nagle natknęliśmy się na nowy zwał trupów. Musiała to być grupa uchodźców. Świadczyły o tym ubrania pomordowanych, pozakładane palta, płaszcze i rozrzucone wokół tobołki, paczki, walizki. Tu przeważały kobiety i dzieci. Drobne dzieci i niemowlęta spoczywały jeszcze w zaciśniętych skurczem objęciach matek, starsze leżały w pobliżu trzymając jeszcze w rękach poły ich ubrania. Pośrodku tej grupy jak upiorny symbol leżał starszy siwy człowiek. Ręka wysunięta daleko do przodu zaciskała kij (…), na końcu którego powiewała biała flaga.4

Konflikty zbrojne od zawsze rządziły się swoimi prawami, ale końcówka II wojny światowej była o tyle wyjątkowa, że kompletnie ignorowano prawa ludności cywilnej. Lata bytowania pod brutalną okupacją charakteryzowały się natomiast tym, że dobra materialne z jednej strony pomagały w ocaleniu życia, a z drugiej budziły w ludziach najgorsze instynkty:

Wszędzie ślady rabunku. Ubrania pomordowanych porozrywane, powyciągane podszewki kieszeni, stosy rozprutych walizek, tobołków porozdzieranych, ręce powykręcane brutalnie, okaleczone od drapieżnych palców, ściągających pierścionki i sygnety.5

Kolejne strony książki Klimaszewskiego opisują piekielną drogę, jaką przeszedł członek komanda, od Leszna po ulicę Wolską, by w końcu znaleźć się po powstańczej, wyzwolonej stronie miasta. Kronika pełna jest wstrząsających opisów mentalności dowództwa niemieckiego, refleksji na temat egzekucji i trudów przymusowej pracy, w której każda chwila przerwy była wybawieniem od szaleństwa. Wszystko to wpłynęło na duszny nastrój wojennych wspomnień, stanowiących niezwykłe studium psychologiczne postaci postawionej w sytuacji ekstremalnej.

Wspomnienia Klimaszewskiego „Verbrennungskommando Warschau”, edycja z 1984 r. wydana z okazji 40. rocznicy Powstania Warszawskiego

CHLEB POWSZEDNI OKUPACJI

Zaraz po Powstaniu Warszawskim Klimaszewski został wywieziony na roboty do Niemiec. Po wojnie został pisarzem, publikującym powieści. Pracował również jako konduktor wagonów sypialnych, a swoje refleksje dotyczące profesji publikował w rubryce Ze zwierzeń konduktora wagonów sypialnych na łamach krakowskiego Przekroju. Do tematu Powstania Warszawskiego wracał kilkukrotnie, uzupełniając przedmową nowe wydania książki Verbrennungskommando Warschau.

Wspomnienia Klimaszewskiego w niej zawarte są nie tylko świadectwem upokorzenia, poczucia beznadziei i upadku ludzkiej moralności. Pokazują, że długotrwały terror powoduje zobojętnienie wobec okupacyjnej rzeczywistości, naznaczonej przez głód i pracę pod przymusem. Przyzwyczajenie to budzi w psychice zwątpienie w istotę człowieczeństwa. Jak ujął to autor na jednej ze stron swojej kroniki:

Uczucie, które nami owładnęło, nie mieściło się już w nienawiści do wroga, wściekłości czy też buntu przed bezprawiem. W okupacyjnej Warszawie wszystko to było chlebem powszednim. Gdzieś głęboko w mózgu rodziło się przerażenie przed człowiekiem.6

Tekst: Szymon Smolnicki-Woźniak


Zdjęcia:

1. Narada żołnierzy niemieckich tłumiących Powstanie Warszawskie, Warszawa 1944 r., Domena Publiczna
2. Tadeusz Klimaszewski, kadr z filmu „Zejść na ziemię”, reż. Michał Nekanda-Trepka, 2012 r.
3. Książka „Verbrennungskommando Warschau”, Warszawa 1984 r., fot. Szymon Smolnicki-Woźniak


  1. T. Klimaszewski, Verbrennungskommando Warschau, str. 22-23 ↩︎
  2. Ustalenia historyka Juliana Borkowskiego ↩︎
  3. T. Klimaszewski, Verbrennungskommando Warschau, str. 34 ↩︎
  4. T. Klimaszewski, Verbrennungskommando Warschau, str. 70 ↩︎
  5. Tamże ↩︎
  6. Tamże ↩︎