fbpx

Używamy plików cookies do zbierania informacji dotyczących korzystania z serwisu Muzeum Warszawy i jego oddziałów. W każdej chwili możesz zablokować obsługę plików cookies w swojej przeglądarce. Pamiętaj, że zmiany ustawień w przeglądarce mogą ograniczyć dostęp do niektórych funkcji stron internetowych naszego serwisu.

Aktualności

22.12.2020 / Aktualności, Ferie z Muzeum Warszawy, Spacery warszawskie

Spacer: Dzikie zwierzęta z praskiego brzegu

Spacer: Dzikie zwierzęta z praskiego brzegu

Prawa strona Wisły obfituje w siedliska dzikich zwierząt i ptaków. Mimo tego, że w bliskim sąsiedztwie znajdują się dzielnice tętniące miejskim życiem, to właśnie tutaj w środku miasta można spotkać kormorana lub też zobaczyć żeremie bobrów.

Spacer po praskiej stronie Wisły podzieliliśmy na dwie części: pierwsza to trasa, która jest spokojnym przejściem przez teren Parku Praskiego, natomiast druga część prowadzi nad brzegiem Wisły i stanowi większe wyzwanie zarówno dla dzieci, jak i nawigujących dorosłych.

Trasa składa się ze ścieżki przyrodniczej z nagraniami przygotowanymi przez edukatora Grzesia Stopę oraz z opisowej części historycznej stworzonej przez edukatorów Muzeum Warszawy. Część przyrodnicza oznaczona jest na mapie kolorowymi pinezkami. Po odsłuchaniu nagrania można dodatkowo zapoznać się z opisem historii danego miejsca.

Na spacer możesz spokojnie wybrać się ze swoim czworonożnym przyjacielem.

Czas trwania: 1,5h

Dla kogo:  cześć 1 – w Parku Praskim dostępna bez ograniczeń, część 2 – prowadząca brzegiem Wisły – po błotnistym terenie, niedostępna dla wózków

Jak się przygotować:

-weź ze sobą słuchawki, naładowany telefon i powerbank
-ubierz się ciepło
-załóż wygodne buty
-zabierz termos z gorącym napojem 🙂
I ruszaj!

 

Pinezkom na mapie odpowiadają kolory przy nazwach nad nagraniami. Mapę można otworzyć w aplikacji Google Maps na swoim telefonie, klikając w prostokąt w jej prawym, górnym rogu. Żeby odsłuchać nagrań należy wrócić do przeglądarki i tej strony.

Zaczynamy przy okrągłym placu zabaw w Parku Praskim.

1. Wstęp

Witajcie. Nazywam się Grześ Stopa. Zapraszam na spacer w poszukiwaniu dzikich mieszkańców Pragi. Zaczniemy w Parku Praskim. Poszukamy śladów różnych dzikich zwierząt mieszkających w tym parku. Następnie będziemy kierować się ku Wiśle. Przejdziemy przez Wybrzeże Helskie na nadwiślańskie łęgi. A tam zanurzymy się w królestwo bobrów i poszukamy różnych śladów ich życia. Zapraszam.

Wokół placu zabaw możecie zobaczyć wiele kasztanowców. To jest piękne drzewo z południowej Europy, bardzo popularne w naszych parkach. Ale ono jest niestety atakowane przez malutkiego motylka szrotówka kasztanowcowiaczka, którego larwy żerują na liściach kasztanowca. Żerowanie tych larw powoduje, że liście kasztanowców żółkną już wczesnym latem i dużo wcześniej opadają osłabiając drzewo i też zmniejszając jego walory estetyczne. W związku z czym widzimy tutaj zabiegi, mające na celu ograniczyć działania szrotówka. Na gałęziach możecie zobaczyć pułapki feromonowe. Tam w środku jest podstawiona substancja zapachowa, która przywabia te motyle. One tam wpadają i nie są w stanie już z tej pułapki wylecieć i giną.

Utworzenie parku na terenie dawnych koszar (pod koniec XIX wieku )  znacząco zmieniło charakter tej najbardziej zaniedbanej dotąd części miasta. Czym był on dla prażan i jakie formy rozrywki sprawiały im wówczas największą radość? 

Infrastruktura Parku Praskiego zmieniała się wraz z upływem czasu. W pierwszych dekadach XX wieku gdy nosił nazwę Parku Aleksandryjskiego organizowano tu zabawy ludowe.

Główną atrakcją była karuzela, beczka śmiechu, teatr iluzji i wyścigi samochodów. Spacerowiczom w niedzielne przedpołudnia przygrywała orkiestra wojskowa. Żołnierze z pobliskich koszar przechadzali się główną aleją prowadząc panny pod rękę, potem zaś porywali je do tańca w namiotach, gdzie organizowane były dansingi przy skocznej muzyce. Na miłośników broni palnej czekały stanowiska strzeleckie, inni mogli popisać się swoją tężyzną w licznych zawodach sportowych, takich jak biegi w workach czy wspinaczka po nagrodę na szczyt słupa wysmarowanego mydłem. Dziś nie ma już w nim śladu po dawnym lunaparku i rozrywkach sprzed stu lat.

2. martwe drewno

Tu widzimy dwa fragmenty po ściętym drzewie, które pewnie już było stare, spróchniałe i zagrażało przechodniom. I tutaj ukłon dla zarządców tego parku, którzy zostawiają takie fragmenty drzew, które tutaj niegdyś rosły. Takie martwe drewno, jest niezwykle cenne dla zwierząt żyjących w miejskiej zieleni. Dlatego, że jest to miejsce schronienia dla wielu bezkręgowców. Możecie tutaj spotkać na przykład różne gatunki wijów, stonóg, chrząszcze, mrówki. Ale także większe zwierzęta, na przykład może się w takim pniu schować mysz albo ryjówka.
Teraz mam dla was takie zadanie: spróbujcie, w trakcie tego spaceru, ile różnych fragmentów martwego drewna jesteście w stanie znaleźć w Parku Praskim. Ale zanim opuścimy ten punkt, odwróćcie się i spójrzcie w stronę placu zabaw.
Pod waszymi nogami zobaczycie dwie, wielkie huby porastające pniak, po najprawdopodobniej tym właśnie drzewie, którego fragmenty oglądaliśmy przed chwilą. Taka huba, taki grzyb również jest miejscem, w którym nie dość, że mogą żerować różne gatunki owadów na przykład chrząszczy, to jest też schronieniem dla wielu innych gatunków zwierząt.

3. DZIUPLA

Ten punkt dotyczy konkretnego drzewa, a mianowicie klona, który znajduje się po prawej stronie od sceny. Przyjrzyjcie się temu drzewu.
Zobaczcie, że ono ma dziuplę na wysokości powiedzmy metra nad ziemią. I jak zajrzycie do tej dziupli, to zobaczycie tam wiele rozłupanych łupinek słonecznika. Ciekawe, co się tam mogło wydarzyć? To, że te łupinki są ewidentnie rozłożone a nie pogryzione, będzie sugerowało, że mamy tutaj do czynienia z działalnością jakiegoś ptaka a nie ssaka. Co to może być za ptak?

Otóż podejrzewam, że jest to jakiś dziuplak, który chowa się ze słonecznikiem w dziupli, która jest bardzo długa
i sięga aż do rozwidlenia, które jest nad wami, albo jeszcze wyżej. To drzewo jest, można powiedzieć, puste w środku. No i ten ptak, pozyskuje te łupiny najprawdopodobniej z któregoś z parkowych karmników a następnie zabiera je do swojego miejsca żerowania. Wykorzystuje dziuplę, po pierwsze, jako schronienie podczas jedzenia, a po drugie, być może wykorzystuje jakiś wystający fragment kory do tego, żeby tam sobie przytrzymać tą łupinkę i następnie otworzyć ją dziobem.

To wszystko wskazuje najprawdopodobniej na kowalika ale pewności nie mam. Ale jeżeli ktoś z was bywa często w Parku Praskim to warto popatrzeć trochę na to drzewo a nuż uda wam się znaleźć tego łakomczucha, który pozostawił tutaj tyle odpadków.

4. Stara topola

Tutaj widzimy bardzo starą topolę, która jest zainfekowana już w tym momencie przez jakiegoś grzyba, który się nią żywi. A tak dokładnie żywi się łykiem, co by wyjaśniało czemu tyle kory z niej odpadło.
Łyko, to jest ta warstwa drzewa, która jest między korą a drewnem, i którą przepływają cukry, produkowane przez to drzewo. I jak widać, to łyko już jest w rozsypce i odpada z tego drzewa. I ślady tego łyka jeszcze możemy zobaczyć w niektórych miejscach. Natomiast duża część drewna, czyli tej warstwy, z której głównie jest zbudowany pień, jest odsłonięta i możemy na nim zobaczyć zygzaki. Trochę jak rysunki, narysowane przez tajemnicze plemię.
To są ślady żerowania owadów, larw chrząszczy, które żywią się łykiem, a często wręcz tymi grzybami, które to łyko rozkładają. Poza tym można zobaczyć też, że jest tutaj wiele takich otworków w drewnie. To z kolei są otwory do miejsc, w których zostały złożone jaja przez owady drewnożerne. I te larwy tych gatunków rozwijają się nie w łyku, które jest pełne łatwo przyswajalnych cukrów, tylko w drewnie.
W takim miejscu one są bardzo bezpieczne, bardzo trudno jest komukolwiek dostać się do tych larw. Natomiast bardzo trudno jest jeść drewno, zbudowane głównie z celulozy i lignin. Ale te owady często pomagają sobie w ten sposób, że mama, która składa to jajko, z którego później wylęgnie się larwa, zostawia tam również grzyby, które rozkładają drewno i którym żywi się następnie rozwijająca się larwa. To jest przykład współpracy między tym grzybem i  owadem. To jest współpraca, w której oboje partnerzy wychodzą lepiej niż bez niej.

Spoglądając z alejek parkowych w stronę alei Solidarności, zza drzew wyłania się katedra św. Floriana i  św. Michała. Można ją rozpoznać po charakterystycznych, strzelistych wieżach.

Kościół wzniesiono na przełomie XIX i XX wieku według projektu Józefa Piusa Dziekońskiego w modnym neogotyku, który uważano wówczas za styl narodowy. Wysokość wież określono aż na 75 metrów, by świątynia przewyższała otwartą w 1869 roku cerkiew św. Magdy Magdaleny. W 1923 roku na skutek zamachu w warszawskiej Cytadeli i wybuchu prochowni siła eksplozji naruszyła konstrukcję obu wież. Na początku lat 30-tych zdecydowano się zdemontować wieńczące je hełmy. Pozbawiona ich katedra zyskała przydomek praskiej Notre Dame.

Czarna pinezka - rzeźba żyrafy

Idąc w stronę żyrafy spróbuj poszukać pomiędzy drzewami egzotycznych przedstawicieli świata zwierząt, które z pewnością nie przestraszą się naszej obecności. 

Alejka lipowa, która biegnie przy placu z rzeźbą żyrafy, była ulubionym miejscem zabaw dzieci i młodzieży. Smukła i długonoga przedstawicielka afrykańskich przeżuwaczy ma 13 metrów wysokości i jest wykonana z kwasoodpornej stali nierdzewnej. Ustawiono ją w 1981 roku w podziękowaniu od ZOO dla warszawskich dzieci. Zamiast łat na grzbiecie, żyrafa ma otwory, w których ptaki wiją gniazda i chronią się przed deszczem.  W parku można spotkać też tajemniczą kamienną rzeźbę przedstawiającą niedźwiedzie lub małpy. Niektórzy prażanie twierdzą, że to przekupki i nazywają je czule babami. Nieopodal stoi dumna sylwetka żubra z czerwonej glinki,  a jeszcze dalej kamienny nosorożec.

5. pomnik przyrody

Stoimy teraz przy starej topoli czarnej. To jest pomnik przyrody. Jestem prawie pewien, że ona pochodzi jeszcze z czasów, kiedy nie było wału przeciwpowodziowego a Park Praski wyglądał jak ten las łęgowy, który za chwilę obejrzymy, kiedy przejdziemy przez Wybrzeże Helskie.

To co jest ciekawe jeszcze w tym drzewie, to te wszystkie narośla, z których wyrasta mnóstwo nowych pędów, które pokrywają cały pień tego drzewa. Wygląda to, jakby wyrosło na nim mnóstwo różnych guzów a są to fragmenty tkanek, jakby blizn, które powstały po różnych infekcjach grzybowych, czy bakteryjnych, czy jakichś uszkodzeniach mechanicznych tego pnia, które nastąpiły podczas jego długiej i pełnej przygód historii.

Kiedy pojawia się taka rana, drzewo wytwarza tkankę, która obrasta tą ranę ale to drewno, które powstaje ma już chaotyczny dosyć układ słojów. Jest to wykorzystywane w meblarstwie, gdzie fornir z takich obrzęków, zwany czeczotą, jest ceniony przez niektórych stolarzy. A zwłaszcza był ceniony w dawnych czasach, na przykład w epoce art deco był bardzo modny.

Ale te narośla oprócz wartości dla stolarzy, mają też wartość dla różnych małych mieszkańców tego parku. Dlatego, że złożona struktura takiego starego pnia oznacza mnóstwo miejsc schronienia dla bezkręgowców. Spójrzcie ile jest różnych pajęczyn, sieci łownych pająków rozpostartych w okolicach tych narośli. Takie stare drzewo ma również wiele dziupli. Jedna z nich jest u nasady pnia i jest cała wypełniona próchnem. W takim próchnie żyją różne larwy chrząszczy próchnojadów, wiele z nich to gatunki rzadkie i chronione.

Znajdujemy się w sercu Parku Praskiego, na terenie suchym, uporządkowanym, z alejkami wytyczonymi do spacerów. Jednak miejsce to jeszcze trzysta lat temu wyglądało zupełnie inaczej.

W XVIII wieku na terenie dzisiejszego parku płynęła Wisła. Ta meandrująca rzeka porzuciła później dawne koryto i pobiegła w kierunku zachodnim, pozostawiając po sobie urodzajną ziemię. Na piaskach i madach tworzyły się łąki, pastwiska oraz błota i doły. Znajdowały się tu jeszcze resztki zabudowy dawnej Pragi, zniszczonej w czasie powstania kościuszkowskiego.

Okolica choć malownicza, nie należała jednak do bezpiecznych. Aż do lat 60. XIX wieku Praga była uboga i zaniedbana. Wszystko zmieniło się wraz z utworzeniem dworców kolejowych: Warszawsko-Petersburskiego (Wileńskiego) i Warszawsko-Terespolskiego (Wschodniego). Wyrównano teren poforteczny i nasadzono drzewa. Przez sześć lat zakazywano wstępu do parku, gdyż musiały one urosnąć.

II część spaceru – dziki brzeg Wisły.

Ta część spaceru nie jest dostępna dla wózków i może być problematyczna dla małych dzieci. Może być również niedostępna wiosną, gdy stan rzeki się podnosi. 

Żeby dostać się na brzeg Wisły od pomnika przyrody należy kierować się w stronę najbliższego mostu – Śląsko-Dąbrowskiego. Pod nim znajduje się przejście na drugą stronę ulicy. Punkt 5. “Kormorany” prowadzi na kamienną groblę, która ciągnie się pod mostem w kierunku środka rzeki.

Uwaga! W przypadku niesprzyjających warunków atmosferycznych, śniegu, śliskiej nawierzchni lepiej odsłuchać punktu 5 z brzegu rzeki.

Gdy będziesz po drugiej stronie zatrzymaj się na chwilę. Wyobraź sobie, że na tym brzegu dawniej prażanie i warszawiacy chętnie korzystali latem z przyrzecznych kąpielisk. Sezon trwał od maja do września.

Tuż przy Parku, u nabrzeża praskiego kąpieliska, były przycumowane pływające „łazienki” – tzw. omnibusy i galary. Pierwsze służyły za miejsce do przebierania się. Wewnątrz stały szafki na ubrania, wieszaki, stoliki, ławeczki i lustra. Galary były domkami zbitymi z desek ustawionych na kilku połączonych ze sobą kotwicach. Miały one część podwodną, utrzymującą cały budynek na wodzie oraz górną, wznoszącą się znacznie ponad poziom Wisły. Do galarów podpływano na czółnach. Podczas korzystania z łazienek można było zanurzać się w wodzie i gimnastykować, nie można było swobodnie pływać. Zresztą woda sięgała zaledwie do piersi. Kąpiący się byli pod opieką ratowników, zatrudnionych przez każdą łazienkę.

Pływające „łazienki”, aut. Henryk Poddębski

6. KORMORANY

Jesteśmy na samym szczycie ostrogi wiślanej. Stąd zobaczycie na pewno wiele różnych gatunków. Mewy śmieszki, wrony poszukujące pożywienia przy brzegu. Jeżeli będziecie mieć szczęście – czaplę siwą. No i na pewno kaczki krzyżówki.
Dzisiaj chciałem wam opowiedzieć o rzecznym ptaku, kormoranie. To będzie ten czarny ptak, z długim, żółtym, zakrzywionym dziobem. Taki kormoran to jest tak naprawdę wielkie ptaszysko, chociaż pewnie widać go, jeżeli w ogóle go widzicie, to z dosyć daleka. Ale on może mieć nawet metr długości ciała a rozpiętość skrzydeł dochodzi u niego do półtora metra. Można odróżnić młode od dorosłych po kolorze oka ale to chyba tylko jeżeli macie przy sobie lornetkę. Natomiast odróżnienie płci od siebie jest bardzo trudne.

Kormorany występują na całym świecie w zasadzie i wszędzie powodują różnego rodzaju konflikty z człowiekiem. Dlatego, że zjadają ryby, które my też bardzo lubimy. Niemal 100% diety kormorana stanowią ryby, które one łowią nurkując bardzo sprawnie w wodzie. Mogą zanurkować ponad 5 metrów pod powierzchnię wody.

Natomiast mają taką ciekawą właściwość, że ich pióra, w przeciwieństwie do większości ptaków wodnych, zamakają w wodzie. I stąd kormorany często możemy zobaczyć, może nawet teraz widzicie jakiegoś, jak rozkładają w charakterystyczny sposób skrzydła po to, żeby je wysuszyć po zamoknięciu podczas nurkowania. Ta właściwość sprawia, że kormorany polują przede wszystkim w miejscach, w których zagęszczenie ryb jest duże. Nie trzeba, w związku z tym, spędzać tak dużo czasu pod wodą. Stąd są utrapieniem dla hodowców ryb, którzy uskarżają się na kormorany dziesiątkujące ryby w stawach hodowlanych.

Kormorany gnieżdżą się w wielkich koloniach, a każda para składa od trzech do czterech jaj, z których wykluwają się nagie i ślepe, zupełnie bezbronne pisklęta, które dopiero po trzech latach osiągają dojrzałość płciową. Kormorany są również znane z tego, że budują gniazda na drzewach i powodują całkowite zamieranie drzew, na których budują gniazda, ponieważ z roku na rok wracają do tych samych gniazd, gdzie w efekcie spada na ziemię i na gałęzie drzew gigantyczna ilość guano czyli odchodów ptasich, co powoduje zamieranie drzew.

Jak widać Kormoran jest gatunkiem kontrowersyjnym i dlatego warto mu się przyjrzeć. Na przykład temu jak on spektakularnie poluje, jak nurkuje pod wodę z półwyskoku, a także jak pięknie suszy skrzydła na wietrze i słońcu, żeby zobaczyć w nim coś więcej niż tylko szkodnika, a raczej wspaniały element dzikiej przyrody.

Stojąc na końcu ostrogi spójrzcie na przeciwległy brzeg Wisły. Na prawo od mostu widać równoległe do brzegu wschodnie skrzydło Zamku Królewskiego. Nazywane jest ono skrzydłem bądź elewacją saską. 

Nazwa pochodzi od saskiej dynastii Wettinów, z której wywodzili się zasiadający na polskim tronie królowie August II i August III Sas. To na ich zlecenie dobudowano tę część Zamku. W skrzydle planowano ulokować salę tronową. Ostatecznie w jej miejscu powstała przepiękna sala balowa z efektownym widokiem na rzekę i praski brzeg.

Poniżej Zamku, rozciąga się ogród królewski. Za czasów saskich nie istniał on w obecnej formie. Wisła przebiegała bliżej zamkowej skarpy, a prace nad jego stworzeniem podjął dopiero król  Stanisław August – nakazując rozpoczęcie nawożenia w tym miejscu dużych ilości ziemi.

Fragment Widoku Warszawy od strony Pragi, Friedrich Bernhard Werner, autorstwo nieznane, między 1751 a 1755

Cały miedzioryt zobaczycie tutaj.

7. TROPY NA BŁOCIE

Polecam na chwilę zejść z ostrogi i podejść do błotnistego brzegu, pod samym mostem. Tutaj możecie zobaczyć dużo odciśniętych tropów różnych zwierząt. Wśród tropów dominują tropy psów z czterema opuszkami palców, zakończonymi pazurkami oraz trójkątną poduszką z tyłu. Możecie zobaczyć tutaj wiele tropów różnych gatunków ptaków. Kaczek z błonami między palcami. Mniejsze, tropy wron, które poszukują wyrzuconych przez rzekę odpadków. Wielkie ślady czapli czy ślady mew.

Jeżeli będziecie mieć szczęście, to zobaczycie również tropy bobrów, które mają taki charakterystyczny, wydłużony kształt. A jeżeli się dobrze odcisną, to nawet można zobaczyć błonę pławną między palcami. Rysunki tropów zwierząt, które możecie spotkać w Warszawie znajdziecie na stronie internetowej spacerów.

Po przyjrzeniu się z bliska tropom warto skierować wzrok nieco dalej i patrząc w kierunku północnym porównać brzegi Wisły. Praski jest niemal całkowicie dziki i naturalny w przeciwieństwie do przeciwległego, który jest uregulowany sztucznie poprzez bulwary.

Warszawa jest jedyną europejską stolicą, która w swych granicach administracyjnych nie ma w pełni uregulowanego brzegu rzeki.

Choć fakt ten sprzyja dzikiej faunie i florze, czasem stanowi poważne zagrożenie dla zwierząt zamieszkujących teren warszawskiego ZOO. Znajduje się on bowiem w niewielkim zagłębieniu terenu, który sprawia, iż podczas wysokich poziomów rzeki, wybiegi wielu zwierząt w razie przerwania lub przelania wału przeciwpowodziowego są zagrożone  zalaniem.

Przechodząc pod mostem warto przyjrzeć się jego konstrukcji, potężnym kamiennym filarom, które dźwigają przęsła. Są one jedynym oryginalnym fragmentem pierwszego w tym miejscu, stałego mostu. Powstał w 1864 roku i nazywany był  mostem Kierbedzia, pomimo oficjalnej nazwy – Most Aleksandryjski.

Stanisław Kierbedź to polski inżynier, który zaprojektował konstrukcję. Po zakończeniu prac,  podczas prób obciążeniowych – stanął bezpośrednio pod nim, pokazując, iż nie ma wątpliwości co do solidności swego dzieła. Most Kierbedzia jak i pozostałe warszawskie mosty został wysadzony pod koniec II wojny światowej przez oddziały niemieckie. Po wojnie nie odtworzono już  charakterystycznej kratownicowej konstrukcji. Zupełnie nową oparto jednak na ocalałych i oryginalnych filarach dawnej przeprawy.

Wytwórnia: Konstanty Wojutyński, Most Aleksandryjski (Kierbedzia), przed 1912

8. WSTĘP O BOBRACH

Jesteśmy na ławicy, która powstała przez osad rzeczny, zatrzymywany przez ostrogę. Ta ławica, jest cała porośnięta w zasadzie, wierzbowymi chaszczami.
I to jest raj dla bobrów. Jest tutaj naprawdę mnóstwo śladów ich obecności i ich życia, za pomocą których będziemy mogli trochę dowiedzieć się o tym, w jaki sposób one żyją. Więc zabawimy się w tej części spaceru w bobrzych detektywów.

Ten fragment, niestety, jest trochę bardziej dziki, niż pierwsza część spaceru i będzie wymagał wejścia w te krzaki. To, czy da się tam wejść, czy nie, jest zależne od pogody. Wiosną jest to trudniejsze, kiedy poziom wody jest wyższy w rzece. Ale są takie momenty w roku, kiedy da się tę ławicę pozwiedzać. Więc zapraszam do krainy bobrów.

Trudno to sobie wyobrazić, ale vis a vis bobrzej enklawy, po południowej stronie mostu, wzdłuż praskiego brzegu Wisły od początku XX wieku tętniło życie, a dokładniej ruch pasażerski za sprawą usytuowania w tym miejscu stacji kolejowej Warszawa Most.

Była ona główną stacją wąskotorowej linii kolejowej Jabłonna – Wawer. Bezpośrednie sąsiedztwo rzeki sprawiało, iż tory bywały wielokrotnie na tym odcinku zalewane. Pociągi docierały tu jeszcze w latach 50-tych XX wieku, a sam budynek stacji rozebrano pod koniec lat 60-tych na powrót oddając ten wąski pas wybrzeża nadwiślańskiej przyrodzie.

9. NORA

Stoimy teraz przy najbardziej stromym brzegu tej ławicy, na której się znajdujemy. I to jest właśnie miejsce, w którym bobry postanowiły wykopać norę. Spójrzcie, to wielkie składowisko odpadków, które znajduje się pod wami, to jest zamaskowany wlot do nory bobrowej, która się znajduje pod waszymi nogami. Bobry, wykopują wylot nory pod powierzchnią wody tak, żeby żaden drapieżnik nie mógł się do niej dostać. Ale Wisła ma bardzo różny poziom wody w różnych okresach roku. I w związku z tym, muszą one maskować ten wlot do nory, na wypadek niskiego stanu wody.

Jeżeli się rozejrzycie dokładniej w okolicy, to zobaczycie również liczne dziury w ziemi. To są kanały wentylacyjne, dzięki którym powietrze dostaje się do wnętrza bobrzej nory. A więc tak, naprawdę tak jest. Tutaj, pod wami, siedzą bobry. Może akurat teraz ich tam nie ma, bo popłynęły gdzieś na żerowanie. Ale, ponieważ podejrzewam, że jesteście na tym spacerze w ciągu dnia, to najprawdopodobniej one właśnie teraz tam są. Ile bobrów może żyć w takiej jednej norze? Zwykle jest to od 4 do 10 osobników. Jest tam para monogamiczna oraz jedno lub dwa pokolenia młodych. Przy czym starsze rodzeństwo opiekuje się młodszym.

Norę znajdziecie za takimi właśnie krzakami. Na powierzchni wody za nimi unosi się wiele patyków. Pod nimi ukryte jest wejście do nory bobrów.

10. PATYKI BOBRÓW

W tym miejscu możecie zobaczyć bardzo liczne, ogryzione patyki, które pływają w wodzie. To są witki wierzbowe, które są największym smakołykiem warszawskich bobrów. Przyjrzyjcie się tym patykom, bo można z nich wyczytać całkiem sporo informacji. Przede wszystkim, możecie zobaczyć wyraźne ślady ich zębów i w ten sposób wyobrazić sobie, jakiej wielkości taki ząb jest. A nawet wyobrazić sobie, jak musiał wyglądać bóbr, który właśnie tutaj, niedawno ogryzał taką gałązkę. 

Patyki są ogryzione praktycznie całkowicie z kory. I są tam jedynie niewielkie ilości takiej warstwy komórek, która zwykle znajduje się między korą a drewnem, z którego zbudowany jest ten patyk, czyli z łyka. Łyko jest tkanką roślinną, która transportuje cukier, wytworzony w procesie fotosyntezy w liściach rośliny, do korzeni, które też muszą mieć co jeść.
Ta pełna cukru tkanka, jest bardzo chętnie zjadana przez wiele gatunków zwierząt, między innymi bobry. 

Często mówi się, że bobry muszą żywić się rybami, a te patyki one ogryzają głównie po to, żeby ostrzyć sobie zęby. To jest bardzo popularna, miejska legenda. Nie mam pojęcia skąd ona się wzięła, ale mogę wam obiecać, że nawet jeśli bóbr ostrzy sobie zęby, przy okazji ogryzania patyków z kory, to przede wszystkim służy mu to zachowanie do tego, żeby zdobyć pożywienie. 

Bobry, żyjące na niewielkich ciekach wodnych, będą używały takich patyków również do budowy tam. Ale bobry, żyjące przy takiej wielkiej rzece jak Wisła, nie muszą jej spiętrzać, bo tej wody i tak jest wystarczająco dużo, żeby się ukryć przed drapieżnikami. A zatem te patyki, po ogryzieniu z kory i z łyka, nie mają już dla nich żadnego znaczenia i lądują w wodzie, gdzie możemy znaleźć całe mnóstwo tych resztek z bobrzej uczty.

11. BOBRY ROLNICY

Przyjrzyjcie się wierzbom w tym miejscu. Zauważcie, że nie ma tutaj prawie żadnych takich już wysokich wierzb, tylko rosną całe takie pęki cienkich stosunkowo witek wierzbowych. Ale one wyrastają z całkiem grubych pni przy nasadzie. I teraz zwróćcie uwagę, że wiele z tych witek, a przede wszystkim te grubsze pnie, zostały przez kogoś, bardzo sprawnie poprzycinane. Wygląda to, jakby ktoś to nacinał maczetą.

Ale, jeśli przyjrzycie się dokładniej, samym tym miejscom nacięcia, to zobaczycie, że widać tam takie charakterystyczne rowki. To są ślady zębów tego małego drwala. To oczywiście są ślady bobrów, które ścinały te patyki po to, żeby je następnie okorować i pożywić się pysznym łykiem.

Ale ta bobrza działalność nie ogranicza się tylko i wyłącznie do pozyskiwania pożywienia. Bo w pewnym sensie, możemy powiedzieć, że dzięki takiemu regularnemu zgryzaniu tych młodych pędów, te wierzby nie są w stanie urosnąć do postaci wysokich drzew. Dzięki czemu nie ma wielkich pni, które są trudne do ścięcia i których ścinanie wymaga dużego nakładu energii. Za to jest wiele drobnych patyków, które mają najlepszy stosunek łyka do drewna i kory. Czyli, możemy powiedzieć, że takie nadrzeczne bobry zachowują się jak rolnicy, którzy utrzymują uprawę, najbardziej lubianych przez nie form, ich ulubionej rośliny – wierzby.

To był już ostatni punkt naszej praskiej wycieczki. I chciałem was zostawić z taką refleksją, że warto jest poznawać dziką przyrodę. Też tą, która jest może nie najbardziej efektowna, ale która jest najbliżej was, która jest na wyciągnięcie ręki. Bo tak sobie myślę, że poddajemy przyrodę nieustającej presji i warto ją chronić. A każde takie zetknięcie się z przyrodą, która jest prawdziwa, nie tylko taka, która jest na ekranie, albo która się sprowadza do jakichś statystyk, mówiących o tym, ile jest dwutlenku węgla w atmosferze, tylko taka prawdziwa przyroda, którą możecie zobaczyć, zwierzęta, rośliny, daje większą chęć, żeby później tą przyrodę chronić.

Dziękuję i do usłyszenia, mam nadzieję, na kolejnym spacerze.

Stojąc na krańcu łachy, kilkanaście metrów przed nami, widoczna jest kolejna ostroga. Betonowe ostrogi wybudowano już po wojnie by wzmocnić wschodni brzeg rzeki i zatrzymać proces jego erozji.

Niemal dokładnie w tym miejscu przez kilkadziesiąt lat na przełomie XVIII i XIX wieku funkcjonował sezonowy most łyżwowy zwany mostem Ponińskiego. Była to prywatna inwestycja Adama Ponińskiego, podskarbiego wielkiego koronnego. Nie posiadał on filarów, natomiast jego konstrukcję utrzymywały na wodzie łodzie, zwane dawniej łyżwami. Gdy nadchodziła zima most  demontowano i ponownie odbudowywano wiosną. Zimą temperatury były na tyle niskie, że bezpiecznie można było wytyczyć przejazd z jednego brzegu na drugi bezpośrednio po grubej warstwie lodu.

Most Ponińskiego nie był jedyną wiślaną przeprawą w tym miejscu. W XIX wieku powstawały tu kolejne mosty łyżwowe. Dowodem tego jest budynek dawnej Komory Wodnej, który widoczny jest z krańca łachy za drzewami pomiędzy blokami mieszkalnymi. Służył on pierwotnie celnikom, pobierającym opłaty za korzystanie z mostu. Dziś mieści się w nim Urząd Stanu Cywilnego.

Most Ponińskiego na rycinie Karola Albertiego
Źródło ryciny

Dziękujemy za skorzystanie z naszej propozycji i zapraszamy do spacerowania kolejnymi wyznaczonymi przez nas trasami. Na każdej z nich czeka wiele warszawskich ciekawostek przyrodniczych.

Spacer: Ptasia Arkadia na Mokotowie

Spacer: Sekretne życie staromiejskich zwierząt