fbpx

Używamy plików cookies do zbierania informacji dotyczących korzystania z serwisu Muzeum Warszawy i jego oddziałów. W każdej chwili możesz zablokować obsługę plików cookies w swojej przeglądarce. Pamiętaj, że zmiany ustawień w przeglądarce mogą ograniczyć dostęp do niektórych funkcji stron internetowych naszego serwisu.

Aktualności

11.04.2020 / Aktualności, Muzeum Woli

Wielkanoc na Woli. Migawki z XVIII i XIX wieku.

Wielkanoc na Woli. Migawki z XVIII i XIX wieku.

Wyobraźmy sobie Wielkanoc na Woli. Przenosząc się do XVIII wieku, znajdziemy się w wiejskiej okolicy Czystego, Woli Wielkiej, Odolan, Górców, Powązek. Ich mieszkańcy w czasie Wielkiego Postu powstrzymywali się przed spożywaniem mięsa, na stołach królował wówczas żur. W kościele św. Wawrzyńca rozbrzmiewały pieśni wielkopostne. Wymiatano z domów śmieci, a wraz z nimi, symbolicznie, chorobę i “zło”, które zalęgło się w kątach w czasie długiej ciemnej zimy.

Mieszkańcy okolicznych miejscowości, w tym “wolskich” wsi, mogli także udać się do miasta stołecznego w same święta, aby obejrzeć przygotowane w kościołach z pieczołowitością scenografie “Grobów Pańskich”. Kościoły “u Reformatów, u Panien Sakramentek, u Karmelitek i u Wizytek” – jak wyliczał niezrównany dokumentalista, ks. Jędrzej Kitowicz, odwiedzała także królowa Maria Józefa, żona Augusta III.

W dobie intensywnego rozwoju przemysłowego Woli, pod koniec XIX wieku i w dwudziestoleciu międzywojennym, atmosferę nadchodzących świąt wielkanocnych odczuć można było m.in. na “Kercelaku”. Obrotni sprzedawcy oferowali palmy, baranki, kurczaczki, “korony cierniowe”. Mieszkańcy wsi, którzy handlowali produktami swoich gospodarstw, przywozili pisanki i inne obiekty sztuki ludowej. Można tu było zapewne zakupić także różnorodne artefakty, dekoracje na stoły, pochodzące niekoniecznie z legalnych źródeł.

W domach zamożnych wolskich rodzin; Ulrichów, Pfeiffrów, Schielów, i innych, wydawano w sobotę wieczorem uczty – także dla pracowników rodzinnych przedsiębiorstw. Tak wspomina czas świąteczny Krystyna z Ulrichów Machlejd, mieszkająca wówczas przy ul. Ceglanej 11 (dzisiaj Pereca):

“W Wielki Piątek chodziłyśmy z boną na <groby>. Kilkanaście kościołów będących w planie naszej wędrówki zwiedzałyśmy parę godzin z rzędu. Przejęte do głębi widokiem postrojonych pań, kwestujących przy zapalonych kandelabrach, przy stole nakrytym dywanową serwetą, gdzie na wielkiej srebrnej tacy pełno było pieniędzy, obrazków świętych i otwarte pudła cukierków, by się kwestorkom nie nudziło. (…) Na Wielkanoc tradycyjnym było obowiązkowe “święcone” – z dużą rzeżuchą i barankiem cukrowym z czerwoną chorągiewką pośrodku. Wszelkie możliwe babki, strucle, jako też na honorowym miejscu prosiak pieczony z zakręconym ogonkiem i jajkiem na twardo w ryjku, okazały indyk pieczony, w bliskim sąsiedztwie olbrzymia szyka obciągnięta skórą, a w tłuszczu tkwiące goździki. Zwoje kiełbas, sterta malowanych jajek, schaby, boczki, ćwiartka cielęciny – wszystko to przybrane bukszpanem i wilkołakiem. (…) A byłabym przeoczyła jeszcze wielkie baby, baumkuchen, od Semadeniego i kilka mazurków.” Semadeni to rodzina cukierników pochodzenia szwajcarskiego. Ich najbardziej znana cukiernia, “Pod Filarami”, znajdowała się w gmachu Teatru Wielkiego.

W Poniedziałek Wielkanocny odbywały się w całej Warszawie i okolicach liczne festyny, zabawy, tańce. W ramach dyngusa polewano się wodą, lub perfumami – egzotyczna miejska wersja słowiańskiego zwyczaju.