fbpx

Używamy plików cookies do zbierania informacji dotyczących korzystania z serwisu Muzeum Warszawy i jego oddziałów. W każdej chwili możesz zablokować obsługę plików cookies w swojej przeglądarce. Pamiętaj, że zmiany ustawień w przeglądarce mogą ograniczyć dostęp do niektórych funkcji stron internetowych naszego serwisu.

Aktualności

27.04.2022 / Aktualności, Katalogi wystaw, Muzeum Warszawskiej Pragi, Prawobrzeżni, Rzemiosło na Pradze, Wydawnictwa

Celina Osiecka. Usługi fotograficzne

Celina Osiecka. Usługi fotograficzne

Fotografka Celina Osiecka jest autorką tysięcy portretów warszawianek i warszawiaków. W 1968 roku uzyskała tytuł Mistrza rzemiosła w dziedzinie fotografowanie, a następnie otworzyła własny zakład, który prowadzi nieprzerwanie do dziś.

Od 14 maja fotografie autorstwa Celiny Osieckiej można zobaczyć nie tylko w witrynie przy ulicy Zwycięzców na Saskiej Kępie, ale także na wystawie „Celina Osiecka. Usługi fotograficzne” w Muzeum Warszawskiej Pragi!

Celina Osiecka była gościem podcastu „W punkt. Rozmowy na mieście”, w którym opowiedziała o pracy fotografki, sprzęcie, klientach. Posłuchaj odcinka!

Książka – wywiad

Celina Osiecka w rozmowie z Antoniną Gugałą opowiada o zakładzie oraz przybliża tradycyjne techniki wykonywania, wywoływania i retuszowania zdjęć. Dzięki temu możemy odkryć cenny fragment historii warszawskiej fotografii rzemieślniczej, a towarzyszące rozmowie hasła pokazują ją w szerszym kontekście.

Premiera książki „Celina Osiecka. Usługi fotograficzne” 14 maja. Publikacja do kupienia w księgarni w Muzeum Warszawskiej Pragi i online w sklepie Muzeum Warszawy.

Przeczytaj fragmenty książki

Na początku zaskoczyła mnie informacja, że Celina Osiecka w swojej praktyce zawodowej wciąż posługuje się fotografią analogową, a więc wykonuje zdjęcia na negatywach, które następnie własnoręcznie opracowuje w ciemni. Później okazało się, że zajmuje się wyłącznie fotografią czarno-białą – już w pierwszych słowach rozmowy musiałam potwierdzić, że zdjęcie, które zamawiam na pewno nie musi być barwne. Zaciekawiona, zapewniłam fotografkę, że tak jest i wreszcie zostałam wpuszczona za tajemniczą kotarę, do wnętrza studia. Kiedy usiadłam na niepozornym, okrągłym stołeczku z regulacją wysokości, szybko zdałam sobie sprawę, że mam do czynienia z mistrzynią fachu, która doskonale wie, jaki efekt chce osiągnąć. Z uwagą obserwowałam, jak fotografka zbliża i oddala ode mnie ciężkie lampy studyjne, aby dobrać odpowiednie oświetlenie. W jej gestach można było dostrzec rzemieślniczą precyzję – bez miejsca na zbędne ruchy.

Na zamówienie czekałam kilka tygodni, przez co wrażenie wyjątkowości tej sytuacji się potęgowało. Kiedy wreszcie zostałam zaproszona do zakładu po odbiór i na miejscu z niepozornej koperty wyjęłam naświetloną na mięsistym papierze niewielką odbitkę, przypomniałam sobie o materialnym rodowodzie fotografii. Zdjęcie jako przedmiot nabiera niezwykłej mocy – trudno je bezrefleksyjnie zniszczyć lub wyrzucić. Staje się w pewnym sensie cząstką osoby, którą przedstawia. Jest jednocześnie wyjątkowe, a zarazem powtarzalne. Czekało na mnie pięć wyretuszowanych, identycznie naświetlonych odbitek – w końcu podstawową umiejętnością fotografa rzemieślnika jest tworzenie kopii oryginalnego obrazu. Historia zakładu Celiny Osieckiej okazała się doskonałym punktem wyjścia do opowieści o przemianach stołecznej fotografii rzemieślniczej na przestrzeni ostatnich 60 lat.

Celina Osiecka i Antonina Gugała, fot. Krzysztof Gajewski

Zobacz fotorelację z Zakładu Fotograficznego Celiny Osieckiej.

Jak wyglądały początki Pani zakładu?

Kiedy zdałam egzamin miałam 27 lat i byłam uważana za jedną z najmłodszych mistrzyń w cechu. Byłam zmuszona zacząć pracę, bo nie chciałam przerywać kształcenia swoich zawodowych umiejętności. Poza tym mój mąż mocno mnie do tego motywował. Wspólnie kupiliśmy aparat, na początku to był Praktisix. Potem musiałam jeszcze postarać się o zezwolenie na prowadzenie zakładu. To były tak trudne czasy, że nie można było wynająć sobie osobno lokalu. Załatwiłam formalności i zaczęłam pracę w naszym dwupokojowym mieszkaniu. Wykorzystałam jeden z pokoi i urządziłam w nim atelier. Ciemnia była w spiżarce, gdzie na stałe ustawiłam powiększalnik. W kuchni się suszyło i obrabiało zdjęcia, a w łazience się wołało filmy. To trwało do godziny 19.00. Po 19.00 zamykałam zakład i nie wpuszczałam już klientów. I tak żyliśmy przez siedem lat, dopóki córka nie poszła do szkoły.

Z pewnością trudno było Pani oddzielić życie prywatne od zawodowego w tych warunkach.

W drugim pokoju toczyło się życie rodzinne. Jak była potrzeba, to w pokoju do fotografii mogłam co najwyżej przesunąć lampy na bok, żeby zrobić dodatkowe miejsce, ale potem trzeba było pamiętać, żeby przygotować pomieszczenie na kolejny dzień i posprzątać, żeby klient wchodził jak do profesjonalnego zakładu. Zresztą poza klientami przez mieszkanie przewijały się też inne osoby. W tamtym czasie miałam zazwyczaj po dwie uczennice, które szkoliłam w domu. To było bardzo trudne. Córka na przykład wiedziała, że musi być w drugim pokoju. Przychodziła do niej opiekunka i obie tam sobie siedziały. Nieraz do mnie zaglądała i wtedy często klienci zagadywali do niej, ale raczej była zdyscyplinowana. Zawsze było cicho, spokojnie, nikt z domowników się nie kręcił w czasie, gdy był u mnie klient.

Jak jest zorganizowane archiwum zakładu?

Każdy negatyw odkładam do koperty i układam według kolejności alfabetycznej, dzięki czemu mogę później odszukać zdjęcie. Koperty podpisuję nazwiskiem i jeżeli na przykład robiłam pięć ujęć, to w kopercie jest pięć ujęć. Wszystko jest ułożone alfabetycznie, nazwiskami. Porządkuję zdjęcia w pudełkach oznaczonych dwiema pierwszymi literami nazwiska. Klient mówi mi kiedy mniej więcej było robione dane zdjęcie, a ja na tej podstawie jestem w stanie je odnaleźć. Rzadko się zdarza, żebym czegoś nie znalazła.

Celina Osiecka z córką Małgorzatą, przed zakładem przy ul. Zwycięzców 25, 1975-9

Skąd pomysł, żeby przechowywać negatywy?

Kiedyś była taka uchwała, że negatyw jest własnością zakładu. Poza tym klienci często wracali i chcieli zamówić dodatkowe odbitki, bo ktoś zamówił trzy sztuki, a potem potrzebował jeszcze kilka, albo klienci zrobili sobie jakieś zdjęcia pamiątkowe, komuś z rodziny się spodobały i chcieli dorobić kolejne. W pewnym momencie pomyślałam, że jeżeli negatywy i tak należą do zakładu, to ja będę je odkładać i tak to się zaczęło.

Klienci i klientki faktycznie wracają po odbitki?

Teraz jest coraz mniej takich osób. Bo jak ktoś ma zdjęcie, to je sobie bez problemu powiela sam. Ale zdarza się, że wracają ludzie, którzy w przeszłości mieszkali tutaj w okolicy, a po jakimś czasie gdzieś się wynieśli. Na przykład wyemigrowali i albo wracają do Polski na stałe, albo po prostu przyjeżdżają w odwiedziny. Często potrafią się do mnie wtedy zgłaszać po zdjęcia i prosić o odbitki.

Autoportret w lustrze, między 1968 a 1975 r., fot. Celina Osiecka, Andrzej Tytus Osiecki

Dowiedz się więcej o wystawie „Celina Osiecka. Usługi fotograficzne”.

Sprawdź program wydarzeń towarzyszących wystawie.


Zdjęcie główne: Celina Osiecka, fot. Jerzy Nogal